Kolejny punkt na mojej liście szyciowej odhaczony!
Uszyłam torbę na zajęcia sportowe z bojówek męża. Spodnie
były już przetarte tu i ówdzie, więc wykorzystałam wszystko, co jeszcze
nadawało się do użycia. Szyłam całkowicie „z głowy”, bez wykroju — projekt
powstał na kartce w jakości rysunku 3–4-latka. I mogę już to napisać: to była
moja pierwsza prawdziwa torba w życiu. No dobrze… druga — bo wiele lat temu
szyłam małą, płaską torebeczkę dla córki. Tak złożonego projektu jeszcze nigdy
nie robiłam.
Na podszewkę wykorzystałam zasłonę, która wcześniej była
obrusem. Dziś jej część jest kuchennym fartuszkiem, a kolejny fragment stał się
podszewką torby i woreczkiem na buty sportowe. Lubię takie historie rzeczy,
które dostają kolejne życie.
Nie obyło się oczywiście bez prucia, pomyłek i szukania
podpowiedzi w internecie — na przykład jak zrobić dno torby przez zaszywanie
rogów. Ale efekt końcowy naprawdę mnie cieszy. Pasek do zapinania to oryginalny
pasek ze spodni, kieszeń pochodzi z tylnej części bojówek, dolne fragmenty
nogawek posłużyły jako korpus torby, a z górnych wycięłam paski na uchwyty.
Szycie zajęło mi niecałe cztery godziny, rozłożone na dwa
dni.
Wiem, że torba ma swoje niedoskonałości. Ale ma też wiele
zalet: nie wydałam na nią pieniędzy, po skończeniu czułam ogromną satysfakcję,
mam coś absolutnie unikatowego, a dodatkowo torba ma dokładnie tyle kieszeni,
ile lubię — a tego zazwyczaj brakuje w gotowych produktach.
Przez wiele lat nie wierzyłam w siebie. Chyba nawet nie
lubiłam szyć, bo z góry zakładałam porażkę. W końcu postanowiłam się przełamać,
wyjść ze swojej skorupki i po prostu spróbować. I udało się.
Te ostatnie moje uszytki pokazały mi coś bardzo ważnego — że
odwaga nie polega na tym, że wszystko wychodzi idealnie. Odwaga to decyzja,
żeby zacząć mimo wątpliwości. A kiedy już się zacznie, okazuje się, że krok po
kroku można nauczyć się więcej, niż się kiedykolwiek przypuszczało.
Dziś wiem jedno: dla chcącego naprawdę nie ma nic trudnego.
Czasem trzeba tylko dać sobie prawo do prób, błędów i nauki. A satysfakcja z
własnoręcznie zrobionej rzeczy jest warta każdej minuty wysiłku.
Często słyszę pytanie: „A opłaca Ci się? Nie szkoda Ci
czasu?”
Jakie szkoda? Jakie opłaca?
Po pierwsze — szyję z rzeczy, które najpewniej wylądowałyby
na śmieciach. Daję im drugie życie. Po drugie — każdy ma swój sposób na
spędzanie czasu. Jedni biegają, inni grają w gry komputerowe, ktoś ogląda
seriale, a jeszcze ktoś klei domki z zapałek.
Szycie jest po prostu moim sposobem. Daje mi spokój,
satysfakcję i poczucie, że tworzę coś własnymi rękami. I to jest wartość,
której nie da się przeliczyć na pieniądze ani minuty.
Ja naprawdę czuję satysfakcję z tego, że mogę coś tworzyć. Ta
świadomość, że z kawałków materiału, z rzeczy już niepotrzebnych powstaje coś
nowego i użytecznego. Coś, co zostaje ze mną na dłużej i ma swoją historię.
Nie wszystko w życiu musi się opłacać — wystarczy, że daje
radość i poczucie sensu.
Dzielę się z Wami moim światem – od ogrodu, przez oszczędzanie i gotowanie, po szycie i urządzanie domu. Jeśli chcecie symbolicznie mnie wesprzeć, możecie postawić mi wirtualną kawę. To dla mnie piękny znak, że to, co robię, ma dla Was wartość.



Witaj Oszczędnie.
OdpowiedzUsuńJak zwykle zaglądam systematycznie do Ciebie,z pisaniem tylko gorzej.
Świetna torba Ci wyszła ,praktyczna rzecz i posłuży jeszcze z pewnościa długi czas.
Pytania w stylu : „A opłaca Ci się? Nie szkoda Ci czasu?” Mnie zwyczajnie śmieszą.
Gotujesz,robisz zapasy,szydełkujesz, szyjesz, czytasz,masz działkę,sadzisz,pielęgnujesz,spędzasz godziny na niej itd,to zawsze znajdzie się ktoś,kto zapyta,czy nie szkoda czasu na "to"z argumentem,że przecież można kupić.
A chyba,nie o to chodzi.
Sama mam sporą górkę do wykorzystania na "coś" w ramach tracenia czasu :)
Dziękuję za ciepłe słowa. Piszesz o szydełkowaniu. Przez lata obiecywałam sobie, że się nauczę i w końcu zrobiłam pierwszy krok umówiłam się na naukę szydełkowania, zrobiłam sobie prezent na Dzień Kobiet.
UsuńDobra pora na spełnianie obiecanek.
OdpowiedzUsuńI świetny wybór Oszczędnie,jak ktoś pokaże na żywo.
Sama po wielu,bardzo wielu latach,wróciłam do szydelkowania,ale coś mi nie idą zapalnowane skarpetki:)
Znalazłam świetnie tłumaczony filmik i takie proste się wydawały.Pięta nie wychodzi,prułam kilka razy a ściągacz nie był ściągaczem :)
Ale wrócę....do nich.