wtorek, 28 lutego 2023

Najlepsze miasta do życia w Polsce według statystyk

 


Zastanawialiście się kiedyś czy miejsce w którym mieszkacie jest tym najlepszym, czy gdzie indziej może być lepiej? Czy w miejscowości w której mieszkacie są szczęśliwi ludzie, czy dobrze się tam żyje większości? Wielokrotnie są robione ankiety zadowolenia z miejsca zamieszkania. W Polsce również zostały zrobione nie raz takie badania, jesteście ciekawi jak to wygląda?  Ja byłam i przeszukałam Internet za danymi z instytucji zajmujących się takimi badaniami.




W Polsce miasta o wysokim wskaźniku szczęścia to takie gdzie ponad 57% mieszkańców mówi że są ta szczęśliwi i dobrze im się w danym miejscu żyje. W tym rankingu przodują Gdynia i Gdański, na równi z nimi Zielona Góra, zaraz za nimi w kolejności Tychy, Bielsko – Biała, Szczecin, Rzeszów, Katowice, Poznań i Kraków.

Bardzo niski poziom zadowolenia/ szczęścia deklarowali mieszkańcy Częstochowy, Kalisza, Rudy Śląskiej, Nowego Sącza, Kielc, Koszalina, Sosnowca, Chełma, Gorzowa Wielkopolskiego i Tarnowa.

Czy tak jest w istocie, czy nie, nie mnie to oceniać. Takie dane podają statystycy, mojego miast rodzinnego nie ma w statystykach, więc się nie wypowiem czy ankieterzy powiedzieli prawdę.

Myślę, że wiele zależy od nas samych, od oczekiwań, upodobań, gustów. 

Dla jednego cisza, las i życie minimalisty wystarczy i da mu szczęście, dla innego gwar miasta, życie „na wysokich obrotach” daje radość. 

Każdy z nas jest inny, jeden marzy od domu na wsi, a inny o apartamencie w centrum miast, a jeszcze inny o malutkim mieszkaniu na przedmieściach albo o domu z basenem. 

Jeden chce zwiedzać świat, a innego cieszą wakacje co roku w to samo miejsce bo polubił gospodarzy. Na tym polega nasze piękno, każdy jest inny i każdy ma inne potrzeby. Szanujmy swoją odmienność, uczmy się od siebie na wzajem, dzielmy pomysłami. 

Szukajmy własnego szczęścia i pamiętajmy, że „Bycie sobą w świecie, który nieustannie próbuje uczynić cię kimś innym, jest największym osiągnięciem”  – Ralph Waldo Emerson


środa, 15 lutego 2023

Żyjemy za pieniądze których nie mamy....

 


Na pewno nie raz się zastanawiacie skąd ludzie wokół biorą pieniądze na wystawne życie, jak to ktoś już pisał, że społeczeństwo nie jest wcale obecnie ubogie, bo przecież u kosmetyczek jest ciężko z terminem z centra handlowe pełne. Ludzie mają drogę telefony, chodzą w modnych ubraniach i jeżdżą na wspaniałe zagraniczne wakacje, aż samo się ciśnie na usta pytanie jak na to wszystko zarabiają, trudno często uwierzyć, że wszyscy mają tak świetną pracę i tak wysokie dochody. Niestety odpowiedź bywa dla wielu zaskakująca – ano zadłużają się na potęgę, według badań ekonomistów statystycznie na każdego Polaka przypada ponad 29 tysięcy złotych kredytu bądź pożyczki, podkreślę na statystycznego Polaka. Dalej te badania pokazują, że statystycznie swoich zobowiązań nie spłaca prawie 2,7 mln Polaków, żyją powyżej swoich możliwości finansowych, wydają nie swoje pieniądze, często tylko po to by zaimponować innym lub dorównać do poziomu znajomych. Danych wynika, że większość z osób, nawet o zarobkach znacznie powyżej średniej krajowej, nie posiada oszczędności, które mogłyby pozwolić im na przeżycie 3 miesięcy bez dochodów. Często nie jest to zła wola lub głupota, a zwyczajny brak wiedzy o finansach osobistych i zarządzaniu budżetem domowym, niestety nie naucza się tego w szkole, a i wielu rodziców nie wprowadza dzieci w temat finansów z różnych powodów – dziecko jest za małe, nie wciągajmy dziecka w nasze problemy, sami sobie nie radzimy więc po co pokazywać dziecku naszą nieudolność, nie ma się czym chwalić, jeszcze rozgada, że mamy dużo itd.  Owszem są osoby które biorą kredyty na spłatę czynszu zaległego, rachunków za prąd, kredyty hipoteczne, na leczenie, na wsparcie dzieci w starcie życiowym. Niestety statystyki są bezlitosne i z nich wynika, że najczęściej zapożyczamy się na przyjemności, następnie na samochody, elektronikę, sprzęt AGD. Pamiętajcie zatem, że nie wszyscy którzy wydają się Wam zamożni tacy są w istocie. Raz stałam w sklepie za dziewczyną w drogich ciuchach, z drogim telefonem w ręku, piękna fryzura, paznokcie, a zabrakło jej funduszy na bułkę i serek topiony, kupiła tylko bułkę. Pobiegła do drogiego samochodu i odjechała. Nie zwróciła bym na nią uwagi, ale miała tak pięknie zrobione włosy, że napatrzeć się nie mogłam i już chciałam pytać o fryzjera.




Zatem żyjmy własnym życie, za własne pieniądze, nie zazdrośćmy innym, nie dopatrujmy się w sobie nieudolności, bo może to nie my jesteśmy nieudolni. Jeśli możemy zaróbmy więcej, ale nie poświęcajmy życia na zarabianie pieniędzy by jak to stwierdził George Fooshee – kupić rzeczy których nie potrzebujemy, za pieniądze których nie mamy, żeby zaimponować ludziom których nie lubimy.


sobota, 11 lutego 2023

Jak dopiąć budżet domowy w 2023 roku?

 


Niby zarabiamy więcej, wzrosła kwota pensji minimalnej, ale według ekonomistów tracimy 15, bo spadła siła nabywcza naszych pieniędzy. Obecnie mamy coraz więcej pieniędzy w portfelach ale są one coraz mniej warte. Mamy dodatki socjalne, wyższa pensję i co z tego skoro cena chleba w styczniu 2015 to 3,33 zł zaś cena chleba w styczniu 2023 to 7,21 zł czyli bochenek chleba podrożał w Polsce średnio o 108%. Za benzynę Pb 95 w 2015 roku płaciliśmy średnio 4,19 zł, a za olej napędowy 4,08 zł, w połowie 6-go tygodnia 2023 za benzynę 95-oktanów płacimy średnio 6,68 zł  i olej napędowy 7,54 zł. Podobnie ma się sprawa z kosztem prądu, gazu, węgla i drewna, oraz wielu, wielu produktów i usług. 




Zatem jak żyć, niby mamy więcej, ale w sumie mniej możemy nabyć dóbr za pieniądze które posiadamy. Czyli co jest lepiej, czy jest gorzej, sama nie wiem przeglądając 

Internet  czytając tam różne artykuły, oglądając wywiady gubię się w całości obrazu, jedni mówią, że jest super mamy więcej pieniędzy, więcej wsparcia od państwa, zaś inni mówią że jest do kitu, na co raz mniej nas stać. 

W sumie w obliczu danych finansowych powinniśmy przyklasnąć tym co mówią, że jest trudniej związać przysłowiowy koniec z końcem, czyli dopiąć budżet domowy. Wydaje mi się, że opina zależy od grupy społecznej i zawodowej,  jak to się mawia „punkt widzenia zależy od punktu siedzenia” i to jest prawda oczywista. 

Wszystko drożej, no bo jak ma nie drożeć skoro płaca dla pracowników wzrasta, a jak wiadomo z pustego to i Salamon nie przeleje (owszem są duże firmy (korporacje) dla których to nie ma większego znaczenia), więc taki przedsiębiorca podnosi ceny by móc zapłacić pracownikom. Wzrastają koszty produkcji – prąd, gaz, zboże, owoce, warzywa (wzrost kosztów uprawy – nawozy, paliwo do maszyn, opryski) surowce (np. wzrosła cena importu) więc automatycznie wzrasta koszt produktu finalnego. 

Jak my odbiorcy końcowi i główni płatnicy podatków mamy żyć, jak podołać codzienności? 

Wzrosły koszty kredytów też nie ułatwia sprawy (wiem, wiem po co brać kredyty jak Cię nie stać), wiele osób zaciągnęło kredyt na poprawę swoich warunków mieszkaniowych – usamodzielnienie się, wyprowadzkę od „teściów”, powiększenie małego mieszkania. Wzrosły również czynsze za mieszkania.

Jak żyć w obliczu tych zmian, jak zachować gonność i  radość z życia? 

Jak sobie radźcie z tymi zmianami, jak postrzegacie rzeczywistość finansowa swoich rodzin?