poniedziałek, 16 maja 2016

Czy pusty portfel budzi w nas kreatywność?



Ostatnio pomyślałam sobie, że czasem zasobność portfela ogranicza nas. Może nawet pełna płynność finansowa powoduje spadek naszej kreatywności. Tworzyć zaczynamy w chwili, gdy potrzebujemy rozwiązań by przetrwać, jak wiele pomysłów powstało z powodu braku pieniędzy. Jak to mówią „potrzeba matką wynalazków”. Wiele osób rozleniwia się, gdy ma zasobny portfel, wiele poszukuje mocnych doznań by czuć, że żyją. No a człowiek, który ma puste kieszenie, na co dzień żyje tak ekstremalnie, ma tyle doznań i nieznane jutro, że staje się twórczy. Ja wiem, że duża ilość pieniędzy pozwala nam na więcej, ale czy tak naprawdę wtedy chce nam się… To trochę jak człowiek przejedzony staje się leniwy, mało ruchliwy, chętnie pada na kanapę i tam zostaje. Podobnie bywa przy zasobnym portfelu. 
Ostatnio głośno jest o ruchu zwanym Prepersi, wielu z nich ma zasobne portfele owszem, ale wielu nie. Oni po za różnymi umiejętnościami uczą się jak przetrwać bez pieniędzy, prądu, jedzenia, wody itd. Pomyślcie o tym jak mały jest odsetek społeczeństwa, który potrafiłby przetrwać bez prądu, pozyskać wodę, żywność, zbudować schronienie.
Dla wielu rozpalenie ogniska bez zapalniczki/zapałek to coś po za zasięgiem. 
Żyjemy mając nadzieję, że jutro będzie takie same jak dziś, albo lepsze.
A może warto uczyć się zaradności, wiele osób z niskim budżetem jest zmuszona do survivalowych wyczynów. Uczy się przetrwać produkując samodzielnie żywność, nie mając pieniędzy, ba czasem żyjąc bez prądu, bo odłączyli w chwili braku opłat za rachunki. Może warto jednak zbliżyć się do natury, pokazać dzieciom bardziej pierwotne życie, pojechać na biwak…
Może brak funduszy nie jest aż takim złem, może dzięki temu jesteśmy bardziej kreatywni, odpowiedzialni, przewidujący, zaradni……? Ja wolę tak na to patrzeć.  Nie próbuję obrażać ludzi zamożnych, nie to jest celem tego postu. 
Chcę wam pokazać, że ograniczony budżet i codzienna improwizacja to nie koniec świata, wstyd i najgorsze, co mogło nam się przytrafić. Wystarczy zmienić podejście, ludzie płaca niemałe kwoty za obozy przetrwania…. A my mamy, na co dzień swoje survivalowe życie.  Stawiamy sobie wyzwania, sprawdzamy siebie na ile damy radę, bo nikt z nas nie wie ile udźwignie, wiemy o sobie tyle na ile nas wypróbowano. Nie popadajmy w rozpacz, nie myślmy, że mamy najgorzej, to popycha do załamania nerwowego, depresji, zgorzknienia, zawiści. Potraktujmy naszą sytuację jak wyzwanie, jak próbę samego siebie!  To takie moje myśli nieuczesane......:)