niedziela, 8 maja 2016

Godnie żyć bez dużej kasy!





Pisze Wam o tym jak żyć godnie nie posiadając odpowiednich zasobów finansowych. Mam wrażenie, że nam to całkiem dobrze wychodziło. Pamiętam jak zaczęłam pisać bloga i pokazałam go naszym znajomym. Po przeczytaniu stwierdzili, że nie mieli pojęcia o tym, w jakiej jesteśmy sytuacji, byli przekonani, że na wszystko nas stać, że nie mamy problemów z pieniędzmi, że nasze unikanie kosztowych wyjazdów wynikało z faktu, że dzieci mają alergię i ciężko zapewnić im wyżywienie. Czyli nie zadłużając się dalej, żyliśmy godnie.  Uczyliśmy się wielu nowych rzeczy, czasem nas przerażały, wątpiliśmy w powodzenie ich realizacji, ale nie poddawaliśmy się, szyliśmy na przód, nie zważając na porażki i upadki. Mąż nauczył się malować ściany w wymyślone wzory przez dzieci – fale, szablony, brokat, kilka kolorów itd. Sprawdziliśmy u fachowca, że usługa pomalowania córce pokoju tak jak to sobie wymarzyła kosztowałaby nas 700 – 1000 zł. To poważna kwota dla rodziny, która nie dysponuje dużymi zasobami finansowymi. Ale daliśmy radę, córka ma wymarzony pokój, a my nie wydaliśmy fortuny. Każdy z nas lubi mieć nowe przedmioty/meble w domu, my również, więc zabraliśmy się do renowacji starych lub ich wykonaniu samodzielnie. Podobnie z ubraniami, czasem wystarczą nowe guziki, koronka, aplikacja, kieszonka, skrócenie i już mamy nowe ubranie. Spodnie, spódniczki u nas są zazwyczaj przerabiane, gdy dzieci wyrastają na długość to albo ubranie skracam robiąc krótkie spodenki lub przedłużam spódniczki. Nie dość, że mamy nową odzież to nie wyrzuciliśmy starej, jesteśmy ekonomiczni i ekologiczni. W naszej rodzinie tylko mąż ma prawie same, nowe ubrania, nie wszystkie są nowe, czasem syn dostaje np. za tęgie spodnie, więc nosi je mąż. Młodsze dzieci i ja nosimy głównie używaną odzież, ale czy ona jest mniej atrakcyjna od nowej, jak dla nas nie – po pierwsze jest tańsza, po drugie zdrowsza, bo sprane zostały substancje toksyczne pozostałe po procesie produkcji, po trzecie jest to działanie ekologiczne, bo nie tworzymy gór odpadów odzieżowych. A nasz wizerunek wcale nie cierpi na tym, bo mamy całkiem sporo ubrań i otoczenie widzi nas w różnych zestawach, więc uważa, że stać nas ciągle na coś nowego. Nasze wakacje to również z pozoru bardzo kosztowne wyjazdy, nikt nie widzi, że nie biegamy od restauracji do kawiarni i lodziarni. Nikt nie widzi, że zabieramy żywność z domu, że gotujemy sami (mamy również maszynkę turystyczną). Korzystamy z uprzejmości innych ludzi, którzy oferują nam nocleg. Patrząc na nas z boku ludzie mogą pomyśleć, że my ciągle podróżujemy, a to nie mały wydatek na pięcioosobową rodzinę. Nikt nie dochodzi ile wydaliśmy, jak to zorganizowaliśmy. Widza wyjazd nad morze, zagranicę, w góry, ale nie widzą gdzie śpimy i gdzie się stołujemy. Ja nawet chleb i ciastka piekę w czasie naszych wypraw, jeśli nam zabraknie tych zabranych domu. Pomyślcie, jaką przygoda może być wyprawa rowerowa z namiotem na bagażniku. Ja w dzieciństwie podróżowałam z rodziną pociągiem z namiotem, a rodzice gotowali sami posiłki, często z tego, co zebraliśmy w lesie lub tato złowił. Spaliśmy w malutkich namiotach, pakując się do uszytych przez mamę śpiworów, bo nie było można ich kupić. Nasza dieta też z pozoru może wyglądać na drogą, jemy tofu, które ja robię sama, gdy pojawiają się znajomi na stole są wędliny, pasztety, domowy chleb, ciasto domowe, domowe wino. Wiele osób widzi pełen stół i myśli, że to nieźle kosztowało, ale nie widzi faktu, że mięso jest kupione w ubojni i z niego zrobione przez nas wyroby, chleb i ciasto upieczone w domu, wino zrobione z owoców, które mamy w ogrodzie i po raz kolejny oceniają nas na tych, co mają zasobne kieszenie. A tak nie jest, my po prostu chcemy godnie żyć za te pieniądze, które posiadamy, nie chcemy się umartwiać, chcemy korzystać z życia, smakować, doświadczać i przeżywać. Nie chcemy stać z boku i marudzić, użalać się nad sobą. To właśnie próbuję przekazać Wam od ponad 3 lat. Mam nadzieję, że są tu osoby, którym się to udało.