Ostatnio z córką robiłyśmy doświadczenie z przyrody,
przerabiałyśmy rozdział o ochronie środowiska naturalnego. Doświadczenie polegało
na odkręceniu kranu tylko tak by krople powoli kapały, podstawiłyśmy dzbanek z
miarką i ustawiłyśmy czas na 15 minut. Efekt końcowy zupełnie nas zaskoczył, do
dzbanka po 15 minutach wolnego kapania napłynęło prawie 700 ml wody. Czyli przez
godzinę było by ponad 2 litry wody, po dobie ponad 48 litrów. Przyznam, że jak
czytałam wyniki badań na temat ile wody się marnuje w domostwach podchodziłam
do nich z pewną rezerwą, ale to doświadczenie zupełnie zmieniło moje widzenie
tych badań. Przejrzałam w domu wszystkie krany i spłuczki, nie spuszczać całkiem sporych kwot pieniędzy do ścieków.
Wraz z tym doświadczeniem zastanowiliśmy się z mężem, jaki
koszt ponosimy gotując wodę przy pomocy czajnika elektrycznego, a jakie gotując
tradycyjnie na ogniu (w naszym wypadku na gazie). Ugotowaliśmy litr wody w
jednym i drugim czajniku, zmierzyliśmy czas i następnie obliczyliśmy
przybliżoną ilość zużytej energii i wszyło nam, że wydajemy dokładnie tyle
samo. Dodam, że gaz uzyskujemy z butli, więc koszt gazu jest wyższy niż z
sieci. Wadą jest na pewno czas, bo wydłużył on się dwukrotnie, następnie
sprawdziliśmy smak herbaty zaparzonej w wodzie ugotowanej dzięki obydwóm
czajnikom, po tym teście pozostajemy przy gotowaniu wody w czajniku na gazie,
mimo dłuższego czasu. Dodam, że od dawna zastanawialiśmy się nad szkodliwością
gotowania wody w czajniku z tworzywa, wybraliśmy emaliowany, staromodny czajnik,
w którym gotujemy wodę na gazie.
Na pewno nasze badania mają błędy, choć by grubość czajnika,
czas aż gwizdek wyda dźwięk, a długość gotowania wody w czajniku elektrycznym.
Oczywiści dodatkowy aspekt to koszt energii. Ale zakładając przybliżone wyniki
to nie ma większej różnicy w koszcie, jest różnica w czasie.
