środa, 14 listopada 2018

Minimalizm - moda czy sposób życia?


Czy wydawanie pieniędzy przychodzi Wam łatwo? 

Czy poddajecie się chwili refleksji zanim wyjmiecie pieniądze z portfela??

Czy czasem zatrzymujecie się przed kasa i szacujecie wielkość Waszych wydatków, czy ta kwota jest dla mnie znacząca, czy też niewielka? 

Jaka kwota jest dla Was trudna do zaakceptowania? Czy macie granice, za którą nie ma opcji nie wyjdziecie finansowo?

Ostatnio pomyślałam sobie, ile muszę poświęcić czasu by zarobić na dana rzecz, z która stoję przy kasie.  Czy ta rzecz jest warta tego mojego czasu pracy?  


Rozważmy przypadek czysto hipotetyczny, stoimy przy kasie z para butów w cenie 150 zł jest to kolejna para butów niezupełnie nam niezbędna, ale bardzo nas urzekła. Przyjmijmy stawkę godzinową 15 zł, czyli muszę na daną parę butów pracować 10 godzin.  Dobrze jest, jeśli to 150 zł nie jest kwotą, której mi zabraknie w bilansie miesiąca, ale czy chce naprawdę oddać 10 godzin mojego życia za kolejną parę butów?  A jeśli do tej pary butów dołożę sukienka za kolejne 150 zł, to już wyjdzie mi pół tygodnia mojej pracy, czyli 1/8 miesiąca. Czy ta hipotetyczna para butów uszczęśliwi mnie, da mi spełnienie, dowartościowanie?  Ja, jeśli ten wydatek zamienię na karnet na jogę i będę mogła dwa razy w tygodniu iść na zajęcia i się odprężyć, zadbać o swoje zdrowie czy to mi da więcej radości i korzyści? A może, co miesiąc odłożyć 200 zł i po roku wyjechać na tydzień np. do Grecji? Kupując codziennie np. puszkę piwa za 2,50 zł przepuszczamy całkiem spora sumkę coś około 900 zł, a jak by tak kupować, co drugi, albo, co trzeci dzień, a resztę kwoty dołożyć do tej za niekupione nowe ubranie lub buty.  Takich przykładów można mnożyć.  Impulsywne kupowanie kawy na mieście, koszt jednej kawy to godzina pracy, czy warto? A może lepiej iść do kina w tańszy dzień (u nas w środy jest taniej)? 
Im więcej mamy rzeczy tym trudniej nad nimi zapanować, zaczynamy tworzyć wokół nas chaos, jesteśmy również nie ekologiczni, nieekonomiczni. Co raz trudniej znaleźć dla nich miejsce, coraz mocniej nas przytłaczają.  Wspomnienia możemy za to gromadzić ile chcemy, zdjęcia obecnie też łatwo przechowywać bez zajmowania własnej przestrzeni.
Czy nie lepiej zadbać o siebie, o zdrowie, spokój, relaks niż gonić za dobrami materialnymi?

My właśnie zaczęliśmy z mężem zbierać na nasz wyjazd zagraniczny.
Chcemy teraz zacząć podróżować, organizując samodzielnie sobie wyjazdy, by zwiedzić jak najwięcej, ale wydać jak najmniej. 
Chcemy mając jeszcze pełnię sił i kondycję zbierać nasze wspomnienia, gdy przyjdzie czas na bujany fotel i grzanie się przed kominkiem.
Potrafimy już doskonale odmówić sobie kolejnej pary butów, sukienki czy pary spodni, na rzecz innych przyjemności. Mamy za sobą ostry trening i z uśmiechem poddamy się oszczędzaniu by móc podróżować.




Myślę, że doznania duchowe, chwile gdy chce nam się uśmiechać, lub czujemy się odprężeni i spokojni, kiedy czujemy spełnienie to są chwile dla których warto przystanąć przed kasą z kolejna para butów, sukienka, butelką wina i zastanowić się czy warto. 




7 komentarzy:

  1. Zupełnie nie szanuję pieniędzy jeśli chodzi o wydatki na książki i materiały do rękodzieła i malarstwa czy ezoteryczne. Tu wychodze z załozenia, ze to muszę mieć i po to pracuję. Podobnie miewam z rzeczami do ozdoby domu typu świeczniki,kubki do kuchni, czajniki. Nie wydaję dużo na ciuchy i kosmetyki. Nie szastam pieniędzmi jeśli chodzi o jedzenie. Nic nie wyrzucamy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dobry wpis. Obecnie też praktykuję minimalizm i jest mi z tym dobrze. natomiast muszę przyznać, że rzeczy przestały mnie kusić dopiero w momencie gdy mogę sobie pozwolić na ich kupno. Kiedy było u mnie naprawdę krucho z pieniędzmi chciałam sobie kupić wiele rzeczy i byłam smutna, że mnie nie stać. Zawsze jednak potrafiłam sie powstrzymać i nigdy nie kupiłam czegoś na co mnie nie było w danym momencie stać. Dziś mogę przejść całą największą galerię handlową w Warszawie i nic nie kupić. Kiedyś nie kupowałam ubrań ani butów przez rok. Nie dlatego, że nie mogłam sobie pozwolic, tylko po to żebyzobaczyc bez ilu rzeczy mogę się obejść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest, to trochę jak "zakazany owoc" :)

      Usuń
  3. Myślę, że każdy powinien mieć w życiu taki okres, żeby pozwolić sobie na kupno wielu rzeczy. Łatwo potem zauważyć, że to tylko kupowanie. Da się żyć bez tego. Podobnie jak Pani wyżej - kiedy mialam mało kasy chciałam wiele. Potem miałam wiele, a teraz znowu mam niewiele - tym razem świadomie, bo wiem, że więcej mi niepotrzeba. W chwili obecnej wolę więcej czasu spędzić z bliskimi niż w pracy wyrabiajac nadgodziny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiele zależy od tego, na jakim etapie życia się znajdujemy. Od kiedy z mężem i dziećmi przeprowadziłam się do własnego domu, wiem, że ZAWSZE muszę mieć oszczędności. Rezerwę na koncie. Muszę, a właściwie musimy, mieć też opłacone wszystkie rachunki. Nie wolno hodować długów i zaległości. Dlatego najważniejszą pozycją po stronie wydatków są opłaty stałe. Prąd, gaz, woda, internet, telefony, podatki, kiedy przychodzi na nie sezon - wszystko musi być opłacane na bieżąco, bo po kwartale zaległości byłyby już tysiące do zapłacenia. Plus, oczywiście, raty kredytów, jeśli ktoś je wziął :) Dopiero resztę można wydawać według potrzeb, pamiętając oczywiście o tym, żeby trochę trafiło do rezerwy. Bo tak naprawdę, największym obciążeniem są wydatki nieprzewidziane, chociaż konieczne. Awaria piecyka gazowego. Prywatna wizyta u lekarza. Albo nawet wyjazd służbowy, za który firma, owszem, zapłaci, ale najpierw trzeba wyłożyć własne pieniądze i przedstawić rachunek. Poczucie bezpieczeństwa finansowego przychodzi dopiero ze świadomością, że jakby co, to mam tę skarpetę, do której będę mogła sięgnąć. Bez proszenia rodziny, znajomych albo szukania chwilóewk.

    OdpowiedzUsuń
  5. Rubia, zgadzam się z tobą. I powtarzam za przedmówcami: w świecie, w którym jest tak wiele, tak naprawdę potrzeba niewiele. Oprzeć się presji otoczenia, uprościć życie. I pozbyć się zbędnych rzeczy. Wtedy i czasu i pieniędzy wustarczy na to co ważne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi się spodobało "w świecie w którym jest tak wiele, tak naprawdę potrzeba niewiele", świetne streszczenie wszystkiego co myślę. Dziękuję!

      Usuń

"Artykuł 216 Kodeksu karnego brzmi:
Kto znieważa inną osobę w jej obecności albo choćby pod jej nieobecność, lecz publicznie lub w zamiarze, aby zniewaga do osoby tej dotarła, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności"
Nie godzę się na wulgarne zachowanie, krytykę dla krytyki bez konstruktywnej wypowiedzi i chamstwo. Komentarze o takiej treści nie będą publikowane. Przed dodaniem komentarza po raz pierwszy, proszę o przeczytanie strony "O mnie"