sobota, 23 maja 2020

Takie sobie obserwacje moje..



Obecna sytuacja prowokuje u mnie wiele przemyśleń, różne refleksje przychodzą mi do głowy, różne spostrzeżenia otaczającego mnie świata. Tak sobie myślę, że dla wielu związków, rodzin, par jest to czas poważnej próby, nie tylko zacieśniania relacji, ale również często mocna konfrontacja z rzeczywistością. Nie wiem, czy wszyscy wyjdą cało z tej kwarantanny i nie chodzi mi o stan zdrowia, ale o emocje, o związki, relacje. Od wielu rodziców słyszę, że nie dają rady z nauczaniem domowym, że nagle dostrzegają coś czego nie widzieli, gdy ich dzieci chodziły do szkoły, nie zawsze wiedzą co z tym zrobić – idiotyczna podstawa programowa, zdolności dzieci, natłok pomocy im itd.  Niektórzy zasypują nas pytaniami jak my to daliśmy ogarnąć przez 5 lat nauki w systemie edukacji domowej (zaczynaliśmy z córką w klasie drugiej szkoły podstawowej i synem w klasie 5). Pewnie nam było łatwiej, bo decyzję o takiej formie nauki naszych dzieci podjęliśmy świadomie, wiedząc choć odrobinkę w co się pakujemy, obecnie rodzice zostali bez pytania, bez przygotowania i bez narzędzi wrzuceni z dnia na dzień w obecny system nauki online. My mieliśmy czas na poznanie, na wdrożenie, a do tego chcieliśmy tej formy. Rodzice poznają swoje dzieci od strony, która była po za ich pojęciem, bo dzieci przebywały w szkole i tam miały zdobywać wiedzę.  Nasze dzieci w tej zaistniałej sytuacji ogólnie wiedziały, jak wygląda samodzielna nauka, nowością dla nich było wdrożenie się do lekcji online.  Dla wielu dzieci i młodzieży, a tym bardziej dla pedagogów była to całkowicie nowa sytuacja, podobnie jak i dla rodziców.  Ten czas to naprawdę na nowo poznawanie własnych dzieci, czasem pozytywnie jesteśmy zaskoczeni, a czasem w szoku.
Co do rodzin to inny temat, wiele par całkiem nieźle funkcjonowało na co dzień w sytuacji, gdy czasem widując się 2-3 godziny dziennie, a często nawet tyle nie, bo jeszcze dochodziły wypady do znajomych, wyjścia na miasto, wożenie dzieci na zajęcia dodatkowe, lub samemu biorąc udział w kursach doszkalających. Nagle wszystko stanęło i pary zaczęły spędzać ze sobą więcej czasu, niektórzy pogłębili swoje uczucie, bo nareszcie mogli sobie nawzajem więcej czasu poświęcić, a niektórzy niestety zaczęli dostrzegać więcej wad, problemów.

Inni nagle odkryli, że w sumie to nie łączy ich zbyt poważne uczucie, że tak naprawdę to są rozczarowani, że ich druga połówka to porażka, a nie wsparcie.
Niektórzy mając cały czas poczucie, że uwili sobie wspaniałe „gniazdko” przebywając w nim więcej czasu zaczęli dostrzegać braki, mankamenty, problemy, niewygody.  A to prowadzi do frustracji.

Psychologowie wypowiadają się, że po tej pandemii nastąpi nowa epidemia, niestety nie tak natychmiast, zaraz, ale odrobinkę po uwolnienie będzie to epidemia depresji, załamań nerwowych, stanów lękowych i niestety samobójstw, podobno już jest notowany wzrost. Często rozprażenie i agresja potrafią przerodzić się w depresję i apatię.
Wszyscy musieliśmy sobie stworzyć codzienność na nowo, stanęliśmy twarzą w twarz z czymś czego za wszelką cenę unikaliśmy – z nuda, bezczynnością, ciszą albo odwrotnie z wrzeszczącymi dziećmi, które szaleję, bo utknęły w domu. Starliśmy się z życiem jakie sobie wybraliśmy, postawiono nas przed niesamowitym życiowym testem.

Czy nadejdzie fala rozstań, rozwodów tak jak w Chinach po kwarantannie? Na pewno dostajemy od życia lekcję pokory… mamy szansę na zrozumienie na czym polega człowieczeństwo. Niestety wiele jeszcze przed nami, choć by ogólne pogorszenie się sytuacji ekonomicznej.  Miejmy nadzieję, że wyjdziemy z tego „z tarczą, a nie na tarczy”
To były takie moje myśli nieuczesane.

P.S mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku, trzymajcie się zdrowo i w dobrych nastrojach, kochacie swoich bliskich i wybaczajcie im niedoskonałości, bo nikt z nas nie jest bez wad.  Życzę Wam z całego serca spokoju i pełnego nadziei jutra!!


środa, 20 maja 2020

Jadłospis z XX wieku na trzydniowy wypad pod namiot




W temacie dań na wycieczki, urlop znalazłam w jednej z moich książek (poradniki prowadzenia domu, książki kucharskie, im starsze tym wspanialsze, drukuję czasem wydania dostępne tylko cyfrowo z XI wieku), które zbieram z pasja jadłospis na pobyt pod namiotem. Jadłospis został stworzony w 1984 roku, zatem nie było zbyt wymyślnych naczyń, maszynek do zabrania pod namiot.  




Oto pomysł na menu trzydniowe pod namiotem z XX wieku

Dzień I

Śniadanie
Kawa z mlekiem, twaróg ze szczypiorkiem, pieczywo, masło, rzodkiewki
Obiad
Chłodnik z koncentratu barszczu czerwonego, szynka mielona posiekana z jajkami, pieczywo lub ziemniaki, surówka z pomidorów, owoce zbierane w lesie.
Kolacja
Sałatka z jajek, pomidor lub ogórek, pieczywo mieszane, herbata

Dzień II

Śniadanie
Herbata, jajka sadzone na boczku, pieczywo, surówka z dymki, dżem
Obiad
Zupa pomidorowa z koncentratu na maśle z ryżem błyskawicznym, ryba z puszki, surówka z ogórka i kapusty, pieczywo, kisiel owocowy
Kolacja
Zsiadłe mleko/kefir, kasza gryczana ze skwarkami, pomidory

Dzień III

Śniadanie
Kasza manna na mleku lub ryż pozostały z dnia poprzedniego, pieczywo, masło, wędlina, pomidory z cebula, herbata
Obiad
Zupa grzybowa z koncentratu z makaronem, ziemniaki pieczone z ogniska, zielona sałata z kefirem, jajko, owoce lub kompot
Kolacja
Ryba smażona (najlepiej z własnego połowu), pieczywo, masło, ogórki kiszone, sok


Na pierwszy rzut oka może wydawać się dziwny, ale w sumie są warzywa, białko, węglowodany, dania nie są skomplikowane, obecnie są zupy w kartonach dostępne, więc można to nazwać koncentratem.  Pamiętam jak byłam dzieckiem i pojechaliśmy z rodzicami pociągiem pod namiot, spaliśmy w trójkę w namiocie dwuosobowym, na obiad była zupa jagodowa z owoców zebranych w lesie, na kolację ryby złowione przez tatę. Mleko najpierw było na śniadanie, a potem siadło się i było do ziemniaków na obiad. Nie korzystaliśmy z barów, mama gotowała na maszynce benzynowej, używając niewielkich garnków, bo nosiliśmy je w trójkę na plecach. Do dziś pamiętam te wakacje, były na polu namiotowym z latrynami, w okolicach miejscowości Zimna Woda. Nie kosztowały zbyt wiele, a wspomnienia zostały na całe życie.

czwartek, 14 maja 2020

Wekowanie mięsa




Postanowiłam, że wstawię przepisy na potrawy mięsne w słoikach, obecnie różnie to bywa z wyjazdami, myślę, że lepiej posiadać coś na wynos, z domu i podgrzać w podróży lub na miejscu. Od lat opieram się na książce „Poradnik gospodyni” wydanie III z 1979 roku.




Schab w wekach (tak nazywano wtedy słoiki)
Schab odciąć od kości, pokrajać w poprzek płaty. Kawałki obsmażyć na rozgrzanej patelni, lekko osolić, oprószyć kminkiem. Do pozostałego na patelni tłuszczu dodać wody, zagotować i sosem tym zalać ułożone w wekach kawałki obsmażonego schabu. Słoje zamknąć i gotować powoli 2 godziny opakowanie litrowe, a 1,5 opakowanie mniejsze.

Boczek w wekach  
Boczek świeży lub solony pokrajać w kawałki, dopasować wielkość do rozmiarów słojów. Boczek obgotować 5 minut, następnie ułożyć w słojach, zalać gorącą lekko osoloną wodą i gotować jak schab.

Gulasz wieprzowy w wekach
Mięso wieprzowe z łopatki pokrajać w kostkę, obsmażyć na rozgrzanym tłuszczu i ułożyć w słojach. Podsmażyć cebulę pokrojoną w pół krążki, podlać wodą, dodać nieco papryki, soli do smaku. Sosem tym zalać mięso w wekach. Słoje zamknąć i gotować jak schab. Przed użyciem gulasz podprawić mąką lub śmietaną z mąką.

Galaretka z nóżek w wekach
Nóżki wieprzowe z dodatkiem golonki ugotować, obrać od kości. Mięso drobno pokroić, przyprawić do smaku solą, pieprzem i czosnkiem, ułożyć w wekach, zalać rosołem z gotowania mięsa. Słoje zamknąć i gotować 1 godzinę i 50 minut – opakowani litrowe, mniejsze 1 godzinę i 20 minut.

Uwaga: wszystkie słoje z konserwowanym mięsem należy sprawdzić po wystudzeniu czy są szczelnie zamknięte. Przechowywać w ziemnej piwnicy, osłonięte ciemnym papierem. Kontrolować co kilka dni zamknięcie słojów. Konserwy mięsne można przechowywać około 3 miesiące.


Kurczak pieczony
Kurczaka po oczyszczeniu, odcięciu skrzydełek i szyi uformować tak, aby nie odstawały nóżki, ułożyć w brytfannie grzbietem do dołu. Wstawić do gorącego piekarnika. Drób chudy przed włożeniem do pieca, skropić tłuszczem. Piec tak długo, aby mięso było na wpół miękkie. Tuszkę ptaka wyjąć przekroić wzdłuż kręgosłupa na połowę, odciąć grubą kość kręgosłupa, mostek oraz do mostkowe części żeber. Pokrajać w poprzek każdą połowę na porcje i gorące ułożyć w słojach. Tłuszcz z brytfanny skropić wodą, zagotować i sosem tym zalać mięso. Słoiki zamknąć i gotować jak inne mięsne konserwy.

Kura w rosole
Dobrze oczyszczoną kurę pokroić na porcje lub ugotować do półmiękkości całą z dodatkiem włoszczyzny i przypraw, a następnie pokroić. Przy krojeniu oddzielić kości, ułożyć mięso w wekach, zalać rosołem. Do gotowania dodaje się niewiele wody, aby rosół był bardziej esencjonalny. Napełnione mięsem i zalane odcedzonym z włoszczyzny rosołem weki zamknąć i gotować jw.

Pasztet z drobiu
1 kura, 25 dkg wątroby drobiowej, 25 dkg słoniny lub podgardla, 10 dkg bułki, 2 jajka, sól, pieprz , gałka muszkatołowa. Kurę pokrajać w małe kawałki udusić ze słoniną. Miękkie mięso wyjąć, w pozostałym sosie sparzyć wątrobę. Po zestawieniu z ognia do sosu włożyć kawałki bułki, aby namiękła. Wystudzone mięso obrać od kości i razem z wątrobą i bułką przepuścić przez maszynkę trzykrotnie. Do masy dodać jajka, przyprawy do smaku, dokładnie wyrobić a następnie rozłożyć pasztet do słoików. Przy rozkładaniu należy zwrócić uwagę, aby między pasztetem nie zostawały wonne przestrzenie w słojach. Gotować jak inne konserwy mięsne.

Ja osobiście często wekuję mięso w sosie, zupy, zwłaszcza gdy mi zostaną z obiadu i nie chce lub nie mogę zamrozić dań, wtedy np. zupę wlewam do słoja wrzącą, zakręcam pozostawiam do wystygnięcia, a następnie przechowuję w lodówce, gdy jadę z potrawami na urlop, to stosuję wekowanie, nie poprzestaję na wlaniu wrzącej potrawy do słoika i zakręceniu jej. Polecam wekowanie dań w sytuacji jak mamy mało czasu, a chcemy rodzinę żywić tanio i zdrowo, można wtedy zawsze przygotowywać więcej zupy, gulaszu i wykorzystać konserwowanie w słojach lub zamrażać. Ja czasem robię np. dwie zapiekanki od razu w naczyniach osobno, jedną zjadamy, a druga przykrywam i zamrażam. Są dostępne w sklepach naczynia, z pokrywkami które można używać do mrożenia i pieczenia. Zawsze robię więcej pierogów, po zrobieniu bez gotowania, rozkładam na papierze do pieczenia posypanego mąką i układam w zamrażarce (mam taką wąską szufladę, gdy są już całkowicie zamrożone wykładam do pojemnika lub torebki i mam pod ręka gotowe pierogi, wystarczy zamrożone wrzucić na wrzątek i jest domowy obiad. Ja nawet buraki gotuję w większej ilości, siekam w kostkę lub ścieram na grubej tarce, używam do przygotowania barszczu te w kostkę krojone, a na jarzynkę te ścierane, czasem jak nie mam pod ręką do barszczu tych w kostkę to używam tartych i robię zupę krem z buraków. Jak nie mam pomysłu na mięso z rosołu to je odkładam do pojemnika w zamrażarce, mogę później wykorzystać na farsz lub pasztet, albo do zapiekanki.  Jeśli tylko chcemy rodzinę i siebie żywić domowymi daniami, można to rozwiązać i nie musimy się martwić, że nie ma nas w domu wiele godzin i nie będzie czasu na przyrządzenie obiadu. Mnie często zdarza się mrozić kotlety mielone, potem albo je podgrzewam w piecyku, albo robię w sosie jako pulpety. Zawsze mam w zamrażarce na awarię ugotowana kapustę z grochem, bigos lub fasolkę po bretońsku, tak na wszelki wypadek. Ja mam dodatkową zamrażarkę w spiżarni, ale ostatnio co raz częściej widzę zamrażarki na balkonach w blokach, znajomi obłożyli styropianem i obudowali drewnem by zabezpieczyć prze słońcem. W mojej zamrażarce znajdzie się zawsze bochenek chleba, jakieś paszteciki, ciasto, tak by być gotowym na różne ewentualności.


Jeśli nie mamy możliwości przechowywać konserw mięsnych w dobrze chłodzonym miejscu musimy podjąć się trzydniowej pasteryzacji przy opakowaniach 1 l – 2 godziny pierwszego dnia, 1 godzinę dnia drugiego, 30 minut dnia trzeciego. Za każdym razem pozostawiamy do ostygnięcia całkowitego. Tak pasteryzowaną żywność woziliśmy ze sobą w naszej podróży po Europie. Owszem mieliśmy lodówkę turystyczną/samochodową, ale w niej mieliśmy wędliny, ser oraz masło.

Znajomi mający 6 dzieci, zawsze podróżują z własnym prowiantem, pasteryzują raz i twierdzą, że przez 4-5 dni spokojnie po za lodówką nic się nie dzieje, trzymają w styropianowym pojemniku, jak chcą dłużej to nie dodają do niczego cebuli i lekko mocniej solą zalewy/sosy, potem rozcieńczają.