Około miesiąc temu złapałam wirusa, padłam na 2 dni do łóżka. Leżąc tak oglądałam sporo TV, na co dzień raczej nie oglądam, jedynie tylko w czasie prasowania i wieczorami z mężem jeden film. Więc leżąc tak te dwa dni, napatrzyłam się na telewizję nadrabiając chyba kilka lat w przód i w tył. Miałam podwyższoną temperaturę i mniej analitycznie reagowałam na obrazy podawane mi z ekranu. Po dwóch dniach już pragnęłam kilku produktów bezwzględnie. Czułam, że muszę mieć "rewelacyjny" środek do czyszczenia, kilka pudełek farmaceutyków, które wyzwolą mnie z infekcji, do tego czułam, że potrzebuję cukierków z witaminami, bo dzieci zaniedbałam i pewnie to je uratuje. Przez te dwa dni, po około 4-5 godzin wpatrywania się w TV, zaczął się proces pozbawiania mnie własnej woli. Nakręcałam się na kupowanie produktów z reklam. Czułam, że naprawdę powinnam je mieć by czuć się częścią społeczeństwa, bo przecież wszyscy to mają. Mąż z niepokojem patrzył jak szlochałam na reklamie środka przeciwbólowego. Ale mam to już za sobą, na szczęście domownicy czuwali nade mną :)
Wnioski jakie jednak pojawiły się po ozdrowieniu, wcale nie zachwyciły mnie. Ba nawet czułam zażenowanie, że chwila i robię się podatna na reklamy. Jak wielką mają one siłę! Pomyślcie sami, ile razy sięgacie w sklepie po markę z reklam, a nie mniej znaną. Jak często idąc do apteki myślicie o produkcie z reklamy lub świadomie o niego prosicie.
Przecież przemysł farmaceutyczny daje nam leki na wszystko. Zacznijmy przegląd naszego ciała i sprawdźmy czy na coś jeszcze brak farmaceutyków. Oczywiście mowa o preparatach dostępnych bez recepty i silnie reklamowanych.
- Głowa: jest od bólu, zawrotów, bólu zatok, zatkanego nosa, kataru. Na ból zębów, na zdrowe zęby. Od czyszczenia uszu i bólu.
- Szyja: ból, napięcie - są środki przeciwbólowe. Ból gardła wszelkiego pochodzenia, typu i nasilenia - oczywiście, że łatwy do wyleczenia w chwilę.
- Kręgosłup, płuca, żołądek jelita: o w tej materii, to już przemysł farmaceutyczny szaleje. Środki przeciwbólowe, po których możemy dźwigać beczki z piwem, dzieci, budować domy, biegać, skakać bez konsekwencji. Bóle żołądka, wątroby, jelit: jedz co chcesz, łykasz tabletkę i luz. Cudowne leki na wszystko. Prostata, bóle miesiączkowe, menopauza: żaden problem - ciach, tabletka i koniec problemów. Zmniejszenie libido: to ostatnio eldorado dla producentów tych preparatów, reklamy w radiu, TV osaczają nas. Na problemy po i przed zbliżeniem też sporo mają pomysłów.
- Nogi, stawy, stopy: to też spory biznes, na kości, na grzybice, bóle, ociężałość - cały zestaw preparatów.
Ale zostawmy farmację, przejdźmy do reklam jedzenia i chemii gospodarczej.
Tu często możemy wpaść w pułapkę cudów, tak, tak - cudów!! Cudowne preparaty do czyszczenia, prania, jeszcze lepszy proszek od najlepszego (bo wcześniejsza reklama danego proszku nas zapewniała, że jest najlepszy), więc jak może być lepszy od najlepszego?? Reklamy jedzenia - zupełna ciekawostka! Wszystko dla dzieci witaminizowane, do tego dorzućmy preparaty witaminowe i co mamy? Hiperwitaminozę! Objawy hiperwitaminozy: ociężałość i utrata apetytu, poważne uszkodzenia układu kostnego (odwapnienie kości), zaburzenia pracy serca, nerek i centralnego układu nerwowego. W przypadku silnej hiperwitaminozy pojawia się efekt karcynogenny, czyli tworzenie się nowotworów. Do tego dochodzi osłabienie i szybkie uleganie zmęczeniu, ponadto zaparcia. Jednym z najbardziej klasycznych objawów hiperwitaminozy jest wzmożone pragnienie, a co za tym idzie nadmierne oddawanie moczu. Pojawiają się także świąd skóry oraz migreny.
Ale czy nas ktoś ostrzega przed hiperwitaminozą? Nie, no bo po co. Szczęście w tym wszystkim, że witaminy zawarte w żywności (mowa o sztucznej witaminizacji), są syntetyczne. Wchłaniają się one do organizmu z trudnością, lub też nie są w ogóle przyswajane.
Ogólnie po tym maratonie reklamowym, mam uczucie ogłupiania społeczeństwa. Wpychania im produktów, których zupełnie nie potrzebują, nie chcą mieć. Dawania poczucia, że posiadanie produktów z reklam uczyni nas kimś.... Jeśli nie jemy serka z reklamy w pracy, to co sobie inni o nas pomyślą, jeśli przyjdą znajomi i postawimy na stole kompot zamiast brązowego napoju to będziemy nikim?
Jesteśmy wkręcani w tą machinę i mamy napędzać wielkie koncerny.
Dzieci chcą zabawki z reklam, bo ma ją je inne dzieci, chcą ubrań znanych firm, telefonów komórkowych z reklam. Zostajemy pozbawiani własnej woli, rozsądku i wyboru. Sięgamy po wciskane nam przez media produkty, często nie analizując tego zakupu.
Poddajemy się manipulacji w sklepach idąc za zapachem, muzyką i wybierając produkty, które z góry ktoś zaplanował, że mamy wybrać (układając na odpowiedniej wysokości, dokładając zachęcający slogan, ustawiając regały w miejscach gdzie chętnie przystaniemy itd).
Myślę, że warto wypowiedzieć własną cichą wojnę tej manipulacji. Ściszajmy dźwięk w czasie reklam, wyjdźmy rozprostować nogi z pokoju gdzie jest TV, zmieniajmy stację w radiu w chwili gdy są nadawane reklamy i mniej sięgajmy po produkty z reklam.
Reklamowane produkty wcale nie są wyższej jakości, nie mają lepszego składu. Reklama kosztuje i gdzieś te koszty muszą się zwrócić. Wysoka cena nie oznacza wysokiej jakości!!!!
Czytajmy etykiety, sprawdzajmy skład, miejsce produkcji. To nam pozwoli na wybór, a nie mechanicznie, zaprogramowane odruchy.
Bądźmy ludźmi wolnymi!!!!