Kolejny dzień przyniósł nam kolejne problemy.. Zostaliśmy
objęci przymusowa kwarantanną, mamy zakaz opuszczania naszej posesji, mamy
obowiązek w czasie trwania całej kwarantanny przebywać pod adresem zamieszkania.
Nikt nie zapytał, czy mamy odpowiednie zaspy żywności, czy nie potrzebujemy leków,
czy nie mamy osób przewlekle chorych. Zwyczajnie zostaliśmy poinformowani przez
sanepid, że niewolno nam do określonej daty opuszczać domu, jedynie wyjść na podwórko
i że są dokonywane kontrole, złamanie nakazu grozi grzywną do 5 tysięcy
złotych. Kolega z klasy naszej córki ma
wynik dodatni i całe rodziny są objęte przymusową kwarantanną. Na szczęście udało się dzień wcześniej zrobić mężowi
zakupy i mamy co potrzeba na czas kwarantanny. Mieć wybór, a być zmuszonym to zupełnie dwie
różne sprawy. Mieszkając w bloku/kamienicy nie mogli byśmy sami osobiście wyprowadzać
nawet psa. Spada taka informacja na
człowieka nagle, jeden telefon i po sprawie. Jak teraz czytam o narodowej kwarantannie
to zupełnie inaczej na to patrzę, bo to naprawdę zupełnie inne budzi odczucia,
po pierwsze wiemy, że nasza córka miała kontakt z osobą zarażona, jest to pewna
informacja, nie przypuszczenie. Po drugie, zostajemy zupełnie zablokowani w
domu i nie mając zapasów musieli byśmy liczyć tylko na pomoc znajomych, na
szczęście wielu zdeklarowała takową, ale co jeśli byśmy ich nie mieli. Mamy siebie nawzajem, mamy znajomych, mamy ogród
(dziś jeździłam na rowerze po ogrodzie). Dla osoby samotnej musi to być sytuacji
bardzo, bardzo niekomfortowa, depresyjna…. Trzymajcie się zdrowo i oby nigdy do Was nikt
nie zadzwonił z taką informacja….