Przerabiam resztę kapusty kiszonej, która zakisiliśmy jesienią,
robi się co raz cieplej i kapusta zaczyna być co raz bardziej kwaśna. Wczoraj
ugotowałam bigos z resztek pieczonego, gotowanego i surowego mięsa, dodałam
suszone śliwki, domowe wino i grzybki zbierane jesienią przez córkę. Dziś
ugotowałam kapustę z grochem, a jutro zrobię placki ziemniaczane z kapusta kiszoną. Zostanie mi tylko tyle kiszonej kapusty by ugotować zupę lub zorbie pierogi z kapustą i grzybami (ostatnimi resztkami z jesieni). Teraz mimo kwarantanny staram się przygotować
na ewentualność drugiej. Nie chce by mnie zaskoczyła jak ta. Tak naprawdę nie wiemy,
kiedy może nas zaskoczyć telefon z sanepidu z informacją, że mieliśmy kontakt
(tak jak w naszym przypadku, córka chodzi do klasy z chłopcem, który ma wynik
pozytywny), to może być nasz współpracownik, rodzina, sąsiad itd. Natychmiast
wszyscy są obejmowani przymusową kwarantanną. Trzeba być choć na początek
gotowym, potem albo znajomi albo służby publiczne nam pomogą. Nas zapytano o
potrzeby dopiero kilka dni po rozpoczęciu kwarantanny, więc lepiej mieć zaspy
tak na tydzień chociaż. Planuję zakupić
buraki, ugotować i zamrozić, podobnie z włoszczyzną, by była w zamrażarce. Mam
zamrożone trochę ryb, teraz bigos i za chwilkę kapusta z grochem. Ogólnie nie
jest źle, problem jest ze specjalną dieta najstarszego syna. Dla niego oszczędzam mrożoną dynię z jesieni,
mięso drobiowe oraz marchewkę by można mu gotować dietetyczne dania. Damy rade, znajomi nam pomagają, więc nie jesteśmy sami.