poniedziałek, 8 lutego 2016

Pęd życia, wypalenie, frustracja, a gdzie podziały się marzenia?



 „Weź kredyt na 500 000 zł. Przecież MUSISZ mieć najwyższej klasy dom, aby każdy Ci zazdrościł, zakup najdroższy samochód z salonu, najdroższe ciuchy, najdroższy sprzęt AGD i RTV, bo inaczej będziesz inny! Będziesz się wyróżniał, stracisz szacunek u ludzi.” 

Szkoły na żadnym poziomie nie przygotowują do życia, tworzą w nas wyimaginowany obraz rzeczywistości. Nie uczą umiejętności praktycznych, wkładają w nas wiedzę akademicką.  
Będąc mamą dziewiętnastoletniego faceta, ze znacznym stopniem niepełnosprawności, dostaję propozycję dalszych zajęć po gimnazjum dla niego – malowanie obrazków, wyklejanie wycinków z gazet, robienie kwiatków z bibuły itd. A ja się pytam, w jakim celu mój syn ma to robić, czy to da mu samodzielność, czy dzięki temu będzie dawał sobie lepiej radę w życiu? 
Podobnie jest ze zdrowymi, młodymi ludźmi. Co z tego, że mają 3 fakultety, jak nie są gotowi do życia. A co dzieje się potem? Ano zaczynają się doły emocjonalne, wypalenie wewnętrzne, frustracje, brak motywacji do walki o swoje marzenia.  Spotykam ludzi w wieku 30-40 lat i mówią, że są wypaleni, dobija ich rutyna, nie osiągnęli odpowiedniego poziomu życia i to zaczyna ich dobijać. Podobnie czują 50 latkowie.
Czy praca całkowicie ma nas definiować, czy nasz czas po pracy jest zaprogramowany tym, co robimy zawodowo?

Tak wiele można zrobić nie mając fortuny w kieszeni, nie musimy być bogaczami z drogim samochodem by się realizować. Kto może nam zabronić marzyć i dążyć do ich spełnienia. Tak wiele razy już pisałam, że porównywanie się z innymi niszczy nas, że musimy mieć pasję/hobby, a do tego nie potrzeba dużych pieniędzy. Czy nie możemy zacząć robić rzeczy, które są bezpłatne np. uczestniczyć w spotkaniach klubu książki, towarzystwa ochrony zabytków, towarzystwa miłośników gór itd. Spotkamy tam ludzi o podobnych do nas zainteresowaniach, możemy się dzięki temu rozwijać, poszerzać światopogląd. Możemy przygarnąć psa i zacząć z nim chodzić na spacery, a tam spotkamy innych wielbicieli zwierząt chętnych do rozmowy. Możemy malować, rysować, uczyć się języków obcych online, zgłębiać konkretny okres historyczny – biblioteki, Internet to świetne źródła.  Nawet najnudniejsza praca nie powinna nas zabijać, bo czas po pracy może być zupełnie szalonym czasem. Ale niestety musimy nauczyć się marzyć, zapragnąć coś zmienić.

Samo narzekanie, użalanie się nad sobą nic nie da. 

Moje zawodowe doświadczenie to pasmo nudnych, nieciekawych stanowisk. Różnie bywało. Były stanowiska gdzie pracowałam fizycznie i takie za biurkiem. Jakoś nie mam szczęścia do fascynującego zatrudnienia, do wstawiania rano ze śpiewem na ustach i ekscytacją, co przyniesie mój dzień pracy, ale nigdy mnie to nie powstrzymywało, by zamykać drzwi firmy i zaczynać się cieszyć pozostałymi godzinami. 
Kochamy z mężem odkrywać nowe, stawiać sobie wyzwania, rozwijać się, płynąć pod prąd…….  Mamy wiele marzeń, planów i staramy się cieszyć codziennością mimo braku funduszy. Jak nie stać nas na dalekie podróże to zwiedzamy to, co mamy w zasięgu naszych możliwości, jak nie stać nas na książki to czytamy, co jest w bibliotece, Internecie, wymieniamy się ze znajomymi.  Jak pragniemy spotkań towarzyskich, to pakujemy ciasto domowe, butelkę domowego wina i ruszamy do znajomych. Jak nie mam pieniędzy na nowe ubrania, to zmieniam coś w starych, doszywam inne guziki, doszywam koronkę, zmieniam długość rękawa. Jak nudzi mi się mebel, to go przerabiam - maluję, oklejam, obijam. Szyję nowe powleczenia na poduszki z kanapy lub robię nową narzutę z resztek włóczek na łóżko w sypialni itd. Obecnie przerabiam regalik dla córki i krzesło stojące w naszej sypialni. Mało, że mamy nowe rzeczy, to dzień staje się inny niż poprzedni.  

Niestety siedzenie i marudzenie wpędza nas tylko w depresję, niszczy nasze życie. Pesymistyczne podejście do rzeczywistości, ciągły stres zabija nas fizycznie. Nasz umysł to niesamowite narzędzie, posiada siłę uzdrawiania i zabijania. Wiele osób dręczą różne choroby z powodu ich stanu emocjonalnego, często zmiana nastawienia do siebie i otoczenia uzdrawia.  Ludzie nieszczęśliwi chorują częściej. 
Ludzie, którzy mają pasje, realizują się, kochają i są kochani - mniej chorują. 
Robiono na ten temat wiele badań, które to potwierdzają, że osoby rozwiedzione, żyjące w nieudanych związkach, owdowiałe, częściej zapadają na choroby serca i krążenia, ba nawet częściej występuje u nich otyłość. 

Druga sprawa to szybkie tempo życia. Narastające zdenerwowanie, niepokój również uszkadza nasz organizm, niszczymy swoje zdrowie negatywnymi emocjami.  Jest wiele udokumentowanych przypadków zgonów na atak serca u ludzi pozornie zdrowych, ale za to byli to ludzie zestresowani, raptowni, często agresywni.
Poddajemy się pędowi. Jak ktoś jedzie szybko, my też zaczynamy jechać szybko, jak ktoś nam dojedzie do zderzaka - przyspieszamy. Ale w sumie, dlaczego? Skoro jedziemy z przepisową prędkością, skoro nigdzie się nie spieszymy, to mamy ulegać pośpiechowi innych? 

Często wiedzę irytację i pośpiech również u emerytów, złoszczą się w kolejce u lekarza, bo im się spieszy, awanturują się przy kasie, jak ktoś poprosi o przepuszczenie z jedną bułką. Irytują się równie często, co ludzie pracujący zawodowo. Zastanawiam się skąd u nich ten pośpiech? Czy oczekiwanie w poradni nie może być okazją do rozmowy z innymi, czy kolejka w markecie nie może być czasem obserwowania innych? Dokąd gnają, gdzie się spieszą? 

Mam wrażenie, że pędzimy dla pędu, sami nie wiemy często, dlaczego, po prostu inni się spieszą to i ja się spieszę. 

Niestety pośpiech bywa kosztowny: stłuczki samochodowe, zdrowie, często coś gubimy, zapominamy o czymś. Ale, po co sami robimy to sobie? Co zyskujemy przez ten pęd? 
 Nakręcamy swoim pośpiechem i irytacją nasze dzieci, które stają się nadpobudliwe, znerwicowane, agresywne. Potem ich zachowanie nakręca nas i robi się błędne koło. 

Jak ciężko jest się zatrzymać i zastanowić, o co w tym wszystkim naprawdę chodzi.  
Myślę, że warto się zatrzymać i zrobić bilans, co dla nas w życiu jest najważniejsze i czego pragniemy najbardziej my sami, a nie inny pragną byśmy tacy byli lub nie próbujmy dorównywać do poziomu!  

Myślę, że warto znaleźć czas na życie, na własne życie :) 

czwartek, 4 lutego 2016

Tłusty czwartek - przepis na faworki



Wspominkowo dla potrzebujących przepisu na bezpszenne faworki. Ja w tym roku robię je na mące ryżowej z odrobiną kukurydzianej. Przestałam używać gotowych mieszanek mąki bezglutenowej. 




Faworki bezglutenowe 




Oraz przepis na tradycyjne pszenne 

Przepis na kryzysowe faworki :) 

- 1 całe jajo
- 1 żółtko
- 2 szklanki mąki pszennej
- 1/2 szkl. śmietany lub jogurtu
- 1 łyżeczka octu
- tłuszcz do smażenia (ja używam smalcu)

Wszystko razem zagnieść, potem mocno uderzać wałkiem ciasto, aż powstaną pęcherze. Rozwałkować na placki i wycinać faworki (prostokąt z nacięciem w środku i przewlekamy jeden koniec przez przecięcie). Smażymy na smalcu/oleju na złoty kolor. Aby tłuszcz się nie palił wrzucamy pół surowego ziemniaka. 
Po usmażeniu układamy na ściereczce, a potem jak odcieknie tłuszcz, na talerzu i posypujemy cukrem pudrem, można wymieszać cukier puder z cynamonem/wanilią. 

Uwielbiam faworki bardziej od pączków, pączki upiekę i usmażę na ostatkowe ucztowanie:) 

poniedziałek, 1 lutego 2016

Szybkie danie na zawołanie....



Szybkie danie w 20 - 30 minut. Obieramy cebulę i czosnek siekamy i wrzucamy na tłuszcz (olej, smalec). Na podduszoną cebulę wrzucamy mielone mięso, a w między czasie wstawiamy wodę na makaron. Przesmażamy mięso tak dług aż nie będzie czerwone/różowe dokładamy koncentrat pomidorowy + kubek wody lub ½ litra soku pomidorowego. Doprawiamy oregano, majerankiem, solą i chili odstawiamy do gotowania pod przykrywką. Wrzucamy makaron na wrzątek i gotujemy tak jak lubimy. Wycedzamy makaron, wrzucamy do garnka z sosem pomidorowym i mieszamy całość dokładnie, podajemy z dowolną surówką lub ogórkiem kiszonym (u nas najczęściej jest ogórek). Mamy szybki i tani obiad lub kolację.





Składniki:
Mięso mielone 300 – 500 g
Koncentrat pomidorowy mały słoik lub ½ l soku pomidorowego (ja używam własny zrobiony latem)
Makaron (myślę, że po za nitkami do rosołu każdy się nada)
Oregano, majeranek, sól, chili
2 cebule
2 ząbki czosnku
Tłuszcz do smażenia

Surówka/ogórek kiszony (opcjonalnie, be też dobrze smakuje)