Czas na letnie wędzenie. Dwa tygodnie temu zakupiliśmy
kolejną półtuszę wieprzową, tym razem w cenie 6,90 zł za kg. Jak zawsze została
podzielona i zamrożona, a część zapeklowana, a potem uwędzona i zaparzona.
Uwielbiam te nasze domowe wyroby wędliniarskie. Tym razem wędziliśmy boczek,
szynkę i polędwicę. Boczek po wystudzeniu mógłby się rozejść w godzinę,
musiałam ratować przed głodomorami, bo wyjedliby wszystko. Nie ma porównania do
innych sklepowych boczków, bez dodatków typu błonnik jakiś tam, bo w każdym
jest dodatek zapychacza, oraz lista wzmacniaczy smaku i konserwantów. Nasz tego
nie zawiera. A ten zapach prawdziwego dymu, a nie emulsji wędzarniczej. Naprawdę
bez konkurencyjny jest. Polecam takie wędliny, może je zrobić każdy są dostępne
wędzarnie w wersji balkonowej (ja tak je nazywam). Już kiedyś o niej pisałam,
jak dla mnie świetny wynalazek.
A to boczek podparty polędwicą :)
