niedziela, 3 maja 2020

Resztki żywności to nie śmieci, to składnik smacznego dania..




Już na pewno znacie mnie z tego, że nie marnuję żadnego jedzenia. Z racji, że robimy ostatnio większe zakupy by nie chodzić często do sklepu, muszę jeszcze bardziej być czujna w temacie niewyrzucania żywności. Działam więcej w kuchni by ocalić żywność i nic nie wyrzucić. Ostatnio robiąc porządki w lodówce trafiłam na resztki mięsa gotowanego, marchewki z rosołu, dogorywające pieczarki, ser biały z dwudniową datą ważności, powiędła ćwiartka białej kapusty, biały ser słony z przyprawami który był ponad nasze możliwości kanapkowe kupiony.
Z tych cudowności za chwilkę nadających się do kosza wytworzyłam pasztet, ciasto Izaura, pierożki pieczone z pieczarkami, kapusta duszona z pomidorami suszonymi i koperkiem suszonym (która zamroziłam), oraz farsz do ruskich pierogów którym nadziałam naleśniki. Pierożki zjedliśmy wraz z czerwonym, czystym bezmięsnym barszczem, na deser ciasto, a na kolację naleśniki z nadzieniem do ruskich pierogów. Pasztet częściowo zamroziłam, częściowo został w lodówce.
Dodatkowo żal mi się zrobiło owoców (które zakupiłam w przypływie reakcji na fajna cenę), zrobiłam sałatkę owocową oraz ciastka owsiane z bananami, miałam jeszcze pomysł na zrobienie z jabłek domowego kisielu, ale owoce zostały przez domowników zjedzone w sałatce wszystkie.
Marchewka zaczynała mieć swój dobry czas za sobą, ugotowałam zupę marchewkową. Dzień wcześniej w lodówce stała podeschnięta kasza gryczana w ilości nie nadającej się zbytnio na samodzielny posiłek, wahałam się nad farszem do pierogów i ciastem, rodzina zagłosowała na ciasto czekoladowe.




Dzięki tym zabiegom nie wyrzucę ani odrobinki z lodówki i spiżarki.
 Nienawidzę wyrzucać jedzenia, co mogę zamrażam, przetwarzam i śpię spokojnie.
Teraz staram się mocniej przykładać do ilości zakupionych przeze mnie, ale nadal czuje sprawdzam zapasy czy nie dziej się coś złego w datach, jakości przydatności. Normą stało się suszenie u nas pieczywa, bez względu na to czy to tylko orkiszowe czy też mieszane, nie widzimy różnicy jako bułka tarta w porównaniu do sklepowych produktów, domyślam się, że tam tez ląduje zwykły chleb nie tylko pieczywo pszenne.
Ostatnio często w poniedziałki mamy obiad resztkowy po weekendzie, jutro u nas będą szaszłyki, sałatka grecka, smażone szprotki, oraz grillowane warzywa, tak wszyło, że te dania po 3 dniach weekendu zostały, zatem upiekę do nich jeszcze trochę ziemniaczków i będzie taki składany obiad.
Ostatnio mam wrażenie, że jeszcze lepiej udaje mi się wykorzystać całą żywność, zupełnie nic nie wyrzucając, nie karmiąc kompostu.
Dbajcie o własne finanse i o ekologię, starajcie się robić mądrze zakupy, a jeśli tak jak mnie zostanie coś ponad, to spróbujcie to przetworzyć jak najlepiej.

Pamiętajcie, że sporo jako naród marnujemy żywności. 

Znalezione w Internecie: według PIE Polacy "rocznie marnują 247 kg żywności na osobę (wobec 173 kg przeciętnie na jednego mieszkańca UE), co daje nam 5. miejsce w Unii Europejskiej". W 2018 r. do wyrzucania żywności przyznało się 42 proc. Polaków - podał Instytut. Najczęściej wyrzucane produkty to: pieczywo (49 proc.), owoce (46 proc.), wędliny (45 proc.), warzywa (37 proc.), jogurty (27 proc.), ziemniaki (17 proc.), mleko (12 proc.).