Święta stukają do drzwi. Za 3 tygodnie święta, dla jednych
czas świąteczny, dla innych zwykła przerwa w pracy i leniuchowanie, jednak dla
większości to czas świąteczny. Słucham ekonomistów, czytam w necie o kosztach nadchodzących
świąt. Ceny rosną drastycznie, w szalonym tempie skoczyła cena karpia, wahamy
się z mężem czy chcemy wydać takie kwoty tylko dla tradycji, jak to córka (18
lat) stwierdziła, jak dla niej ryba to ryba, jak ma już wybiera ryby w tej
cenie to woli inną. Kiedyś na polskich stołach nie gościł karp. Karp to tradycja rodem PRL, za rozpowszechnienie
karpia odpowiada działacz PZPR, ekonomista i minister gospodarki Hilary Minc. Wcześniej karp był kojarzony z tradycją judaizmu.
Dawniej z okazji świąt jedzono sandacze, szczupaki, a w biedniejszych rodzinach
malutkie stynki i różne inne ryby przyrządzane na wszelkie sposoby. W daniach wigilijnych
z XVIII/XIX wieku nie ma karpia, szukałam w książkach z tego okresu (pozyskuję
na Polonie). Z karpia robiono najwyżej zupę, karpia traktowano jako rybę dla
ubogich rodzin.
W książce „365 obiadów za pięć złotych” na wigilię w zamożnym
domu autorka polecała: barszcz czysty z uszkami z grzybów, paszteciki z
grzybami w cieście kruchym, makaron włoski i leguminę makową, szczupak w
galarecie lub duszony w maśle, sandacz lub okonie z jajami, karp lub leszcz na
szaro, smażone - lin, szczupak lub karaski.
Znalazłam również opis krakowskiej wigilii który
zamieszczono w „Ilustrowanym kucharzu krakowskim”: barszcz z uszkami, zupę
migdałową, paszteciki z ryb, jarmuż z kasztanami, groszek zielony z grzankami,
szczupaka pieczonego, sandacza z jajami, kluski ze śliwkami, pierożki kruche,
leguminę makową, budyń z szodonem (biały gęsty, słodki sos), torty, jabłka,
orzechy, bakalie.
Tak naprawdę tradycje są różne jeśli chodzi o wieczerzę
wigilijną, dawniej obchodzono w tym okresie Szczodre Gody i ten czas wypłyną na
nasze współczesne tradycje chyba najsilniej. Tradycja zależy od regionu w którym mieszkamy,
często są to wymieszane wraz z połączeniem dwóch rodów, małżonkowie chcieli odnaleźć
swoje dania na stole więc albo zmieniano, albo dokładano kolejne, następne
pokolenie powielało zwyczaj i również dokładało kolejne, trudno obecnie
stwierdzić co jest tak naprawdę tradycyjnym daniem na wieczerze wigilijną.
W moim rodzinnym domu jadano inne dania niż u męża.
U mnie:
Śledź w śmietanie
Śledź oleju
Zupa grzybowa z kaszą jęczmienną
Karp panierowany w bułce tartej i smażony
Karp w galarecie
Śledzie smażone w cieście naleśnikowym
Grzyby ugotowane w zupie grzybowej panierowane w cieście
naleśnikowym i smażone
Fasola biała drobna gotowana na gęsto z dodatkiem masła i
cukru
Makiełki z bułki moczonej w mleku, mieszane z makiem i
rodzynkami
Kompot z suszu
Pieczywo
U męża:
Śledź w oleju na przystawkę
Zupa grzybowa z makaronem
Karp panierowany w bułce i smażony
Pierogi z kapistą i grzybami
Kapusta z grochem
Kasza jaglana gotowana z masłem
Makowiec
Kompot z suszu
Pieczywo
Potem powstała nasza wigilia która wyglądała tak jak już
opisywałam tu i tu, oraz jeszcze w kilku miejscach :)
Jak u Was zmieniały się dania na ten szczególny dzień, nie
istotne czy obchodźcie go w grudniu, czy w styczniu, czy jest to dla Was święto
chrześcijańskie czy czas Szczodrych Godów, a może zupełnie bez religii w tle tylko uroczysta kolacja z
prezentami? Co podajecie w ten dzień, jak spędzacie go?
