wtorek, 20 sierpnia 2013

Maślane dyrdymały....


Od jakiegoś, bliżej nieokreślonego czasu, zaczęliśmy smarować pieczywo "wynalazkami" przemysłu chemicznego. Nikt z nas nie przepadał za tym substytutem masła, ale oszczędności, cięcia i zaciskanie pasa, więc nikt nie marudził. Ostatnio zauważyliśmy, że ta oszczędność nie ma większego sensu, bo bywają dni, że nie jemy pieczywa w ogóle, a jeśli jemy to niewiele. Z racji, że dodatki do chleba nie są tanie, zaczęliśmy posiłki z chlebem w roli głównej zastępować innymi daniami - warzywa zapiekane, sałatki, placki, zapiekanki. Bywa, że przez 2-3 dni nie sięgamy po pieczywo. Fakt, że duży wpływ na tą zmianę ma dieta młodszego syna - koszt jego pieczywa jest dość wysoki, więc wymyślałam różne zamienniki, by piec go jak najmniej. W związku z tym "zaciskanie" zębów i jedzenie pieczywa ze "smarowidłem" nie jest już czynnikiem dającym wymierne oszczędności finansowe, a do tego na pewno do zdrowych nie należy. Dziś będąc na zakupach, po wcześniejszej rodzinnej naradzie zakupiłam masło - masło. Jak wróciłam do domu, to rodzina westchnęła z zachwytem stojąc nad paczką masła. O i proszę, takie małe a jak cieszy!! Taka mała, niepozorna kostka masła wzruszyła nas i ucieszyła. To też są małe chwile radości. Mam nadzieję, że nie rzucą się wszyscy na pieczywo, by tę radość maślaną potęgować.......