Po powrocie z urlopu przejrzeliśmy lodówkę, szybko ułożyliśmy jadłospis i dokupiliśmy to, czego nam brakowało.
Poniedziałek
Pomidorowa z ryżem
Leniwe
Wtorek
Pomidorowa z ryżem
Karczek w sosie ziołowym, ziemniaki, sałatka z pomidorów
Środa
Koperkowa z ziemniakami
Naleśniki z dżemem domowym (w przepisie ciasto na naleśniki)
Czwartek
Koperkowa z ziemniakami
Kurczak z ryżem
Piątek
Krupnik + ziemniaki osobno polane tłuszczem ze zrumienią cebulą
Placki ziemniaczano - cukiniowe
Sobota
Krupnik (ziemniaki w zupie)
Domowa pizza
Niedziela
Barszcz czerwony z ziemniakami
Domowe frytki, kurczak pieczony, sałatka z pomidorów
W tym roku, mimo sezonu letniego, nie jemy duuużo warzyw. Niestety ceny są zabójcze. Mamy własne pomidory (już 28 kg zebraliśmy), więc jemy ile chcemy, ale cena fasolki szparagowej (5-6 zł, dla naszej rodziny 1,5 - 2 kg trzeba kupić), cena kalafiora (4 zł, potrzebne są dwa), ogórki do kiszenia w hurcie 2 zł (od rolnika bezpośrednio), na ryneczku to kwota około 3 - 4 zł. Koszt zakupu warzyw niestety jest w tym sezonie wysoki. Dziś rozmawiałam ze sprzedawcą warzyw (przywozi własne plony), powiedział, że nawet nie to, że była długa zima, ale wiele zrobiło palące słońce, które uszkodziło np. fasolkę. Dobrze, że choć pomidorów mamy pod dostatkiem, niepryskanych. Bezpośrednio z krzaka trafiają do domu. Mam nadzieję, że są zdrowe.