"Nie trzeba mieć więcej niż inni, by żyć pełniej. Wystarczy prosta codzienność: naprawianie tego, co się da, tworzenie po swojemu, domowe jedzenie i cisza, która pozwala oddychać. Godne życie nie polega na pokazie, lecz na tym, co daje realną satysfakcję i spokój — we własnym rytmie, bez presji opinii."
środa, 29 stycznia 2014
Finansowy detoks
Wczoraj trafiłam na odcinek już omawianej na blogu serii "Mega Sknery" i jeden pomysł mi się spodobał. Wcześniej widziałam to w angielskiej edycji "Pogromcy długów", ale jakoś nie do końca przemówiło to do mnie, a wczorajszy odcinek mega skner owszem. Chodzi o finansowy detoks. Pomysł polega na tym, by 5-6 razy w roku robić sobie tydzień bez wydawania pieniędzy. Nie wydajemy przez jeden tydzień czyli przez -5-6 tygodni w roku ani grosza, kompletnie nic. Czyścimy dokładnie nasze zasoby domowe, często zalega gdzieś na półce makaron, puszka groszku, mrożone coś tam w zamrażarce, zapomniany słoik dżemu lub mniej fajne płatki śniadaniowe. dzięki takiemu tygodniowi czyścimy wszystko co nadaje się jeszcze do konsumpcji. Podobnie jest z chemią domową, kosmetykami, paliwem, gazetami itd. Trafiają się nam próbki kosmetyków, płynów do czyszczeni, do naczyń. Często wrzucamy je do szafki i zapominamy. A dzięki takiemu tygodniowi mamy szansę to zużyć. Ale cały pomysł polega na tym, że do takiego tygodnia się nie przygotowujemy, postanawiamy nagle. Bo można spokojnie napełnić lodówkę, szafki i luz co za problem z takim tygodniem. Nie o to chodzi w tym finansowym detoksie. Dodatkowo mamy szanse nauczyć się funkcjonować za kompletne minimum. Ogólnie musimy najlepiej nie nosić ze sobą gotówki w takim tygodniu, podejść do tego jak byśmy faktycznie nie mieli ani grosza. Jeśli skończy nam się paliwo zostawiamy auto i radzimy sobie bez, jeśli już zupełnie nic w domu nie ma do jedzenia, no to może czas na odwiedziny dawno nie widzianych znajomych/rodziny :) Można do takiego tygodnia podejść jak do obozu przetrwania, ludzie płacą za nie całkiem nie małe pieniądze, a my możemy je mieć zupełnie gratis i jeszcze zaoszczędzić. Mnie się naprawdę ten pomysł spodobał.
Około 7 lat temu mieszkałam na przeciwko sąsiadki która wyznaczała sobie na początku miesiąca ile może wydać na prąd (kupowała określoną ilość energii), robiła opłaty, kupowała wyznaczoną ilość biletów i za resztę żyła, jak brakło to improwizowała. Żyła skromnie to prawda, ale dawała radę. Rozrywek szukała różnych, ale głównie takich za które nie musiała płacić. Często chodziła w gościnę, ale miała duże grono znajomych więc nie narzucała się nikomu. Zawsze była zadbana, dobrze ubrana, w mieszkaniu miała ładnie, dużo zrobiła w nim sama. Naprawdę godna podziwu kobieta. Zawsze uśmiechnięta, chętna do rozmowy i pomocy.
Myślę, że zacznę wprowadzać tygodnie finansowego detoksu dla mojej rodziny :)
Wczoraj miną rok jak pisze dla Was :) Dziękuję za wszystko, wiele dla mnie znaczą Wasze opinie.