Długo zabierałam się za hodowlę kiełków, najpierw tradycyjnie na gazie (jak to kiedyś się w szkole rzeżuchę hodowało), a potem zakupiłam kiełkownicę (polecam obserwować promocje, często można trafić niezłe na ten sprzęt). Kiełkownicę udało mi się kupić w niezłej promocji i dostałam do tego gratis pakiet nasion na start, a było tego sporo bo chyba z 12 rodzajów. Miałam dzięki temu okazję sprawdzić co lubi i co potrafię wyhodować. Kiełkownicę mam trzy poziomową z przykrywką i pojemnikiem na wodę. Jak dla mnie bardzo wygodna rzecz. Kiełki mają sporo wartości odżywczych i warto po nie sięgać zwłaszcza zimą gdy w sprzedaży mamy nie dość że drogie to jeszcze albo sztucznie hodowane, albo przywożone z daleka warzywa. Tak naprawdę to zimą warto sięgać po kapustę, buraki, marchew, cebulę, całą włoszczyznę, oraz mrożonki. Można hodować na parapecie zioła, pietruszkę na natkę i szczypiorek, to również polecam, są to bogate źródła witamin i smaku.
Ja kiełkuję nasiona w następujący sposób:
- płuczę nasiona przegotowaną, zimną wodą
- mocze nasiona zazwyczaj około 4 godzin (warto sprawdzać jaki czas powinny się moczyć, bo niektóre wymagają nawet 12 godzin)
- następnie razem z woda w której się moczyły wylewam na tackę kiełkownicy
- na koniec przelewam kiełki czystą, przegotowaną, zimną wodą (ilość wody - by nie zakryć koreczka od kiełkownicy, tak równo z nim), oczywiście leję tylko na górną tackę, a woda spływa do samego dołu i następnie do pojemniczka pod tackami
- wodę która spłynie z płukania kiełków używam do podlewania kwiatów, można użyć jej dla zwierząt domowych
- kiełki płuczę średnio około 3 razy dziennie
- zdejmuję je tacki gdy osiągną ulubioną przez nas wielkość lub zalecaną na opakowaniu z nasionami