Kilka lat temu, gdy sięgnęliśmy dna zadłużenia i postanowiliśmy
dalej już nie brnąć, rozpoczęliśmy poszukiwania porad, co dalej, jak działać,
przecież są tacy ludzie jak my, co wpadli w spiralę kredytową. Wiem, wiem
powiecie, ale głupota, kto da się w to wrobić, Polak jest nierozsądny leci po
kredyty i nie myśli. Ale za nim wydacie wyrok skazujący na wieczne potępienie każdego,
kto wpadł w taki „kanał” postarajcie się go zapytać dlaczego, co się stało, że
tak wylądował i ma problemy finansowe. Zatem zaczęliśmy poszukiwania porad.
Najpierw trafialiśmy na blogi typu skąd wziąć kasę na kredyt za mieszkanie, a
tam rada – kup drugie, wynajmij i spłacaj kredyt. No jasne, ale za co mam kupić
mieszkanie, skoro nie mam pieniędzy na codzienne potrzeby i rachunki? Następne,
na które trafialiśmy to porady w stylu – spłać kredyt, który najwięcej kosztuje,
zyskasz pieniądze i spłacaj kolejne, no i znowu wielkie oczy, ale skąd mam wziąć
na jego spłatę? Kolejne porady to były w stylu twórz oszczędności – ok, ale my
nadal nie mamy na życie i rachunki, z czego tworzyć oszczędności? Poczuliśmy się
bezradni, 8 lat temu nie znaleźliśmy rady jak zacząć, by spłacać kredyty.
Pamiętam jak po raz pierwszy obejrzałam jakiś angielski albo amerykański
program o wychodzeniu z długów i nagle mnie oświeciły. Jasne trzeba przemyśleć
wydatki, co ściąć, z czego możemy zrezygnować. Od lat prowadzimy budżet domowy,
więc łatwiej się zorientować a co wydajemy i gdzie można zaoszczędzić.
Usiedliśmy do prac tworzenia biznes planu dla naszej rodziny. Wyrzuciliśmy
całkowicie żywienie na mieście, zamawianie jedzenia do domu, kupowanie gotowych
potraw, rezygnacja z wysokiego abonamentu tv na podstawowy, zmiana taryf
telefonów, zmiana taryfy dostarczania netu, więcej chodzić niż jeździć autem –
paliwo to ogromny koszt. To były pierwsze kroki na drodze do zmniejszenia
wydatków, dzięki tym ruchom zaczęliśmy dopinać miesiąc. Nie mieliśmy jeszcze
możliwości, ani nic spłacić, ani odkładać, zatem należało ciąć dalej, koniec z
mówieniem – muszę kupić, najpierw sprawdzam, czy nie mam w domu, czy nie mogę
zrobić, czy nie mogę pożyczyć. Koniec z
kupowaniem czasopism, książek, alkoholu, słodyczy, wakacji z wyżywieniem w
porządnym ośrodku (wybieraliśmy agroturystykę lub np. opiekowaliśmy się psem w
zamian za mieszkanie nad morzem lub ktoś nas przenocował np. w Krakowie),
koniec z wypadami do kina, teatru, pubu, koncerty itp. Książki z biblioteki,
filmy z netu lub pożyczone od znajomych, ewentualnie zakupione w promocji
(zasada nie więcej niż 10 zł kosztuje). Po kolejnym takim okresie zaczęły pojawiać
się kwoty, które zostawały, więc zaczęliśmy od spłacania kart kredytowych i
debetów (to nas najwięcej kosztowało). Kolejny krok to kupować jak najmniej
ubrań, ubrania dla dzieci mieliśmy po innych dzieciach, dla nas albo
przerabiałam, albo kupowałam w sklepach używana odzieżą, albo szyłam, robiłam
na drutach czyli wytwarzałam. Zmiany w diecie, mięso z ubojni koszt ½ ceny w
sklepie, pieczywo, ciasta, słodycze tylko domowe, mrożonki, przetwory z
sezonowych owoców i warzyw kupowanych a targu, od rolnika, otrzymanych od
działkowców itp.. Takie działania dały po zmniejszeniem wydatków, poprawę
zdrowia, więc nie wydawaliśmy pieniędzy na lekarstwa. Kolejny ruch to szukanie
bezpłatnych rozrywek dla naszej rodziny by nie tkwić w domu i nie rozdrapywać
bólu braku kasy. Okazało się, że można znaleźć różne warsztaty dla dzieci, sale
zabaw w centrach handlowych, pokazy parzenia kawy z degustacją, zajęcia w bibliotece,
bezpłatne dni w muzeach, festyny, pokazy policji, straży, warsztaty kulinarne w
restauracjach. Naprawdę sporo można znaleźć bezpłatnych rozrywek, owszem wymaga
to śledzenia sytuacji w necie, ale coś za coś. Potem wpadliśmy na pomysł
własnego ogródka, uprawy kiełków w zimie. Znaleźliśmy sobie hobby (to ważne by
mieć się, czym zająć w wolne wieczory). Dla dzieci zajęcia w MDK-u gdzie opłaty
są niskie, więc nie wydawaliśmy majątku na zajęci dodatkowe dla dzieci. W
wakacje korzystaliśmy z basenu w cenie 3 zł za dziecko. Ogólnie szukaliśmy
bezpłatnych lub tanich rozrywek. Gdy
dzięki naszym zmianom w życiu nasze finanse zaczęły przyrastać, wtedy mogliśmy skorzystać
z rady zawartych na większości portali o wychodzeniu z długów. Ale by to móc
zrobić zupełnie zminimalizowaliśmy nasze wydatki i nie jest to proces, który
trwał miesiąc czy dwa, by zauważać błędy, jakie popełniamy musimy dokładnie analizować
nasze wydatki. Nie ma uniwersalnej zasady dla każdego, jeden musi zrezygnować z
butów za 200 zł, a inny w ogóle z zakupu ich. Po za tym każdy nas jest inny i
ma inną tolerancję ascezy, każdy ma inne priorytety i rzeczy, bez których nie
jest w stanie się obejść. Każdy ma inną odporność, inne widzenie świata, nie ma
jednej gotowej recepty dla każdego. Ale jedna zasada na pewno jest uniwersalna
przy wychodzeniu z długów – musimy zredukować nasze wydatki do minimum, a
uzyskane pieniądze wykorzystywać do spłaty długów. Jak daleko jesteście w
stanie się posunąć, jak bardzo jesteście zdesperowani, jak szybko chcecie to osiągnąć
to już Wasza indywidualna sprawa. Internet obecnie jest pełen złotych rad,
pomysłów i kursów. Ja osobiście powiem tylko, że z radami jest jak butami jeden
lubi trapery i jest mu w nich wygodnie a drugi powie, ale ciężkie one są, wole
trampki. Wychodzenie z długów musi być „szyte
na miarę” owszem warto szukać pomysłów, ja również ich szukałam. Niektóre są
dość ekstremalne zaczerpnięte np. z programu „Mego Sknery”, ale je dopasowałam
do siebie, by to mnie było wygodnie. Podobnie jest z moim blogiem pisze go w
celu opowiedzenia Wam jak ja sobie radzę z problemem finansowy, ale nie są to rady
dla każdego, dla wielu to ekstrema, dla innego to szczyt rozrzutności, a dla
innego zupełnie niezrozumiała głupota, a dla kilku osób pomocna dłoń. Pamiętajcie, że wychodzenie z długów to
powolny proces, to praca całej rodziny, pełna wyrzeczeń i dyscypliny, nie jest
to dziedzina wolna od porażek i upadków. Wierzcie mi, że nikt z poważnych
problemów finansowych nie wychodzi prosta drogą, nikt nie robi tego ze śpiewem
na ustach. Nie damy rady pozbyć się długów, gdy bez zmian w naszym życiu. Musimy
minimalizować wydatki, najlepiej zwiększać dochody i cały czas działać według
planu, skrupulatnie i dokładnie. Ja po latach ścisłej ascezy widzę światło, nie
światełko w tunelu, widzę, że moja przyszłość może być zwyczajna, bez
obciążenia, bez myślenia, co włożę do garnka.
Mąż mi przypomniał, że dla niego przełomem w wychodzeniu z długów była chwila gdy uświadomił sobie, że 5 zł to nie jest tylko 5 zł, ale aż 5 zł. Czyli świadomość, że każdy grosz przybliża nas to celu. Nie ma małej, bez znaczenia kwoty, każda złotówka jest ważna.
Mąż mi przypomniał, że dla niego przełomem w wychodzeniu z długów była chwila gdy uświadomił sobie, że 5 zł to nie jest tylko 5 zł, ale aż 5 zł. Czyli świadomość, że każdy grosz przybliża nas to celu. Nie ma małej, bez znaczenia kwoty, każda złotówka jest ważna.
Wystarczy mocno chcieć, bo chcieć to móc!!! Nie wolno
porzucać nadziej i nikt tego nie zrobi za Was, żaden doradca, jeśli Wy nie będziecie
tego chcieli z całego serca, bez taryfy ulgowej, bez drogi na skróty!!!!!!