Chcę podziękować wszystkim, którzy podesłali mi książkę,
której szukałam od jakiegoś czasu „Ogród warzywny na 200 metrach
kwadratowych”. Wydrukowałam i zgłębiłam
pomysły w niej zawarte, mam nadzieję, na co raz większą samowystarczalność
mojej rodziny.
Fragmenty z książki:
„ (……) A następnie ci ludzie, pracując po jednej godzinie
dziennie w ogrodzie zyskują zdrowie, dobry wygląd i pogodę ducha. Prócz tego
jeszcze odżywiają się sami i ich rodziny w znacznej części jarzynami świeżymi,
czyli otrzymują pokarm najlepszy i najzdrowszy (……)
Weźmy teraz pracowników w miastach polskich: ogrodów nie
mają i godziny po pracy spędzają w dusznych lokalach, na powietrzu przebywają
tylko przypadkiem, odżywiają się kartoflami ozdobionymi siekaną wołowiną. (…..)
(…) praca we własnym ogródku, sport cichy jak rybołówstwo,
zajmujący jak polowanie i dający zdobycz równie smaczną i pożywną, jak ryby i
zwierzyna, tylko o wiele zdrowszą.
Rzadko, kto wie, że na powierzchni 200 m. kw. Można
wyprodukować jarzyn tyle, że starczy ich na cały rok dla rodziny złożonej z
trzech osób, jeżeli będziemy liczyć dziennie po ½ kg różnych jarzyn na osobę.
(……)
Dwieście metrów kwadratowych – to przestrzeń, która łatwo
nabyć i jeszcze łatwiej wydzierżawić – nie należy też większego zakładać ogrodu
warzywnego, jeżeli nie możemy poświęcić mu więcej czasu pracy niż 6 godzin na
tydzień.
Fragmenty pochodzą ze wstępu wyżej wymienionej książki.
Książka została wydana w 1933 roku, jest to wydanie 7, czyli jak widać w
ówczesnym czasie musiała się cieszyć dużym powodzeniem. Kosztowała wtedy 50 gr.
Miała na celu pokazanie, że można poradzić sobie samemu dzięki pracy własnych
rąk. Obecnie nastąpił powrót do samowystarczalności, wiele osób zaczyna
zmniejszać powierzchnię trawników i kwitowych rabat, by uzyskać własne,
ekologiczne warzywa. Owszem warzywa są
ogólnie dostępne, ale jeśli ktoś, choć odrobinę poszuka i sprawdzi ile średnio
wykonuje się oprysków np. na jabłka zanim ono trafi do nas konsumentów to
zapragnie posiadać własne. Kupno ekologicznych warzyw i owoców to dość spory
wydatek, jest on uzasadniony, bo uprawa ekologiczna często nie jest tak wydajna
jak chemiczna, oraz często plony padają ofiarą chorób i szkodników. Wiele osób
często zadaje mi pytanie – czy własna uprawa jest opłacalna? Uprawiając własne
warzywa i owoce mam wiedzę, jakie środki ochrony zostały na nich użyte, w
jakich warunkach wzrastały, jakie nawozy użyłam w czasie ich uprawy. Warzywa są
zawsze świeże, wiem, że nie zostały opryskane w celu zapewnienie świeżości w
czasie transportu. Czyli w rachunku
ostatecznym zaoszczędzam naprawdę dużo pieniędzy, a do tego mam korzyści z
przebywania na powietrzu i ruchu. Na początku możemy ponosić porażkę,
ogrodnictwo ekologiczne to nie jest łatwa sztuka. Ostatnio czytałam o pewnej
rodzinie w USA, która zupełnie jest samowystarczalna, opowiadali tam, że
dopiero po 10 latach uzyskali pełną żyzność gleby i umiejętności całkowitej
samowystarczalności do tego stopnia, że nawet sprzedają swoje plony. Ja mam
ogródek od koło 4 lat, ziemia jest bardzo niskiej klasy, więc jeszcze długa
droga przede mną do uzyskania wspaniałych plonów i bycia samowystarczalną.
Na zakończenie podam ciekawostkę – większości z nas wydaj
się, że szparagi to taki nowoczesny, egzotyczny produkt. Nic bardziej mylnego,
w powyższej książce opisane jest jak założyć szparagarnie. Jest ona wymiarów 3
x 5 m, bardzo mnie zaciekawiła uprawa szparagów.
Dziś znalazłam tego samego autora inną książkę w Internecie
"Ogród owocowy na 300 metrach kwadratowych"
Dodam tylko jeszcze, że do prac w warzywniku nie zmuszam
dzieci, na razie przychodzą i obserwują, co ja tam robię, zadają pytania i już.
Uważam, że do tego trzeba w naturalny sposób dojrzeć, poczuć potrzebę. Jeśli
uprawianie warzyw i owoców nie jest kwestią przetrwania to nie należy zmuszać
do tego nikogo. Owszem dzieci pomagają przy pracach ogrodowych np. młodszy syn
kosi trawę, córka podcina przekwitłe kwiaty, ale robią to z własnej chęci.