czwartek, 20 sierpnia 2015

Ogród warzywny na 200 metrach kwadratowych - dziękuję!!!!



Chcę podziękować wszystkim, którzy podesłali mi książkę, której szukałam od jakiegoś czasu „Ogród warzywny na 200 metrach kwadratowych”.  Wydrukowałam i zgłębiłam pomysły w niej zawarte, mam nadzieję, na co raz większą samowystarczalność mojej rodziny.

Fragmenty z książki:
„ (……) A następnie ci ludzie, pracując po jednej godzinie dziennie w ogrodzie zyskują zdrowie, dobry wygląd i pogodę ducha. Prócz tego jeszcze odżywiają się sami i ich rodziny w znacznej części jarzynami świeżymi, czyli otrzymują pokarm najlepszy i najzdrowszy (……)
Weźmy teraz pracowników w miastach polskich: ogrodów nie mają i godziny po pracy spędzają w dusznych lokalach, na powietrzu przebywają tylko przypadkiem, odżywiają się kartoflami ozdobionymi siekaną wołowiną. (…..)
(…) praca we własnym ogródku, sport cichy jak rybołówstwo, zajmujący jak polowanie i dający zdobycz równie smaczną i pożywną, jak ryby i zwierzyna, tylko o wiele zdrowszą.
Rzadko, kto wie, że na powierzchni 200 m. kw. Można wyprodukować jarzyn tyle, że starczy ich na cały rok dla rodziny złożonej z trzech osób, jeżeli będziemy liczyć dziennie po ½ kg różnych jarzyn na osobę. (……)
Dwieście metrów kwadratowych – to przestrzeń, która łatwo nabyć i jeszcze łatwiej wydzierżawić – nie należy też większego zakładać ogrodu warzywnego, jeżeli nie możemy poświęcić mu więcej czasu pracy niż 6 godzin na tydzień.

Fragmenty pochodzą ze wstępu wyżej wymienionej książki. Książka została wydana w 1933 roku, jest to wydanie 7, czyli jak widać w ówczesnym czasie musiała się cieszyć dużym powodzeniem. Kosztowała wtedy 50 gr. Miała na celu pokazanie, że można poradzić sobie samemu dzięki pracy własnych rąk. Obecnie nastąpił powrót do samowystarczalności, wiele osób zaczyna zmniejszać powierzchnię trawników i kwitowych rabat, by uzyskać własne, ekologiczne warzywa.  Owszem warzywa są ogólnie dostępne, ale jeśli ktoś, choć odrobinę poszuka i sprawdzi ile średnio wykonuje się oprysków np. na jabłka zanim ono trafi do nas konsumentów to zapragnie posiadać własne. Kupno ekologicznych warzyw i owoców to dość spory wydatek, jest on uzasadniony, bo uprawa ekologiczna często nie jest tak wydajna jak chemiczna, oraz często plony padają ofiarą chorób i szkodników. Wiele osób często zadaje mi pytanie – czy własna uprawa jest opłacalna? Uprawiając własne warzywa i owoce mam wiedzę, jakie środki ochrony zostały na nich użyte, w jakich warunkach wzrastały, jakie nawozy użyłam w czasie ich uprawy. Warzywa są zawsze świeże, wiem, że nie zostały opryskane w celu zapewnienie świeżości w czasie transportu.  Czyli w rachunku ostatecznym zaoszczędzam naprawdę dużo pieniędzy, a do tego mam korzyści z przebywania na powietrzu i ruchu. Na początku możemy ponosić porażkę, ogrodnictwo ekologiczne to nie jest łatwa sztuka. Ostatnio czytałam o pewnej rodzinie w USA, która zupełnie jest samowystarczalna, opowiadali tam, że dopiero po 10 latach uzyskali pełną żyzność gleby i umiejętności całkowitej samowystarczalności do tego stopnia, że nawet sprzedają swoje plony. Ja mam ogródek od koło 4 lat, ziemia jest bardzo niskiej klasy, więc jeszcze długa droga przede mną do uzyskania wspaniałych plonów i bycia samowystarczalną.
Na zakończenie podam ciekawostkę – większości z nas wydaj się, że szparagi to taki nowoczesny, egzotyczny produkt. Nic bardziej mylnego, w powyższej książce opisane jest jak założyć szparagarnie. Jest ona wymiarów 3 x 5 m, bardzo mnie zaciekawiła uprawa szparagów.

Dziś znalazłam tego samego autora inną książkę w Internecie "Ogród owocowy na 300 metrach kwadratowych"


Dodam tylko jeszcze, że do prac w warzywniku nie zmuszam dzieci, na razie przychodzą i obserwują, co ja tam robię, zadają pytania i już. Uważam, że do tego trzeba w naturalny sposób dojrzeć, poczuć potrzebę. Jeśli uprawianie warzyw i owoców nie jest kwestią przetrwania to nie należy zmuszać do tego nikogo. Owszem dzieci pomagają przy pracach ogrodowych np. młodszy syn kosi trawę, córka podcina przekwitłe kwiaty, ale robią to z własnej chęci.