Wróciłam do domu z najstarszym synem, młodszy sam wraca,
córkę odbiera mąż, więc miałam chwilkę dla siebie. Zupa z wczoraj w lodówce,
zapiekanka czeka na włączenie w piecyku, zatem chwyciłam herbatę w dłoń i
usiadłam na chwilkę do komputera jak to mawia znajoma – pooglądać obrazki. Natrafiłam na jeden, który doskonale
podsumowuje to, o czym często tu pisze. Myślę, że powinniśmy ciągle o tym pamiętać, bo
tak często chcemy więcej, tak często narzekamy, że mamy mało, często martwimy się
tym, że tak już do końca życia… Ale czy
naprawdę jest tak źle? Czy jesteśmy w kompletnej otchłani rozpaczy?
Wracając do domu włączyłam radio, raczej nie
słucham radia w samochodzie, ale stojąc w korku i nie mogąc z nikim porozmawiać
(syn jest niesłyszący i nie mówi), usłyszałam, że dziś w nocy zamarzł 42 letni mężczyzna,
bezdomny. Chwilę analizowałam tę
informację. Jak to, 42 lata, młodszy ode mnie, zamarzł, nie miał domu, nie
poszedł do noclegowni, czemu? Wyjaśnień jest na pewno kilka, tego mężczyzny
jedno, jego własne, ale czemu tak dokonał żywota, brakło mu sił do walki,
został sam? Nigdy się tego nie dowiem, jest to smutna historia….. Wyłączyłam
radio, ostatnio mam odczucia, że podają tylko takie dołujące wiadomości, o
wypadkach, pobiciach, śmierci, napadach…. Czy tylko to jest warte uwagi, czy tylko
takie wiadomości są medialne i chętnie słuchane? Wróciłam do domu, otworzyłam drzwi otuliło
mnie ciepło domu, wzięłam kubek z herbatą i czuję się bezpieczna, wiem, że to
złudne poczucie bezpieczeństwa, ale czuję spokój.
Takie to moje dzisiejsze dumanie. Zastanówcie się nad swoimi
priorytetami, pomyślcie, czego naprawdę pragniecie, a nie, czego pragnie od Was
otoczenie.
