poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Własne warzywa i radosć z polonów...




Od kilku lat jestem posiadaczką niewielkiego ogródka warzywnego, staram się dopasować moja uprawę do możliwości mojej ziemi, nasłonecznienia i chęci mojego zaangażowania w prace ogrodowe. Obecnie mamy świetne wyniki w uprawie ogórka gruntowego, pomidora z pod foli, fasoli szparagowej, cukinii, kabaczków, bobu w gruncie. Koperek, rzodkiewki, cała włoszczyzna, buraki, szpinak różnie bywa, raz się uda świetnie, a innym razem niezbyt. Jeśli chodzi o owocową cześć naszego ogrodu to, co roku mamy wspaniały plon z czerwonej porzeczki, winogron, wiśni i aronii. Borówki mamy jeszcze młode krzaki, podobnie z czarną porzeczką, choć w tym roku było już zdecydowanie więcej. Rabarbar u nas też daje niezbyt duże polony, ale na niedzielne ciasto lub kompot w sezonie letnim starcza. Niestety warunki pogodowe tej wiosny przyczyniły się do bardzo niskiej ilości nektarynek i brzoskwiń. W zeszłym roku z młodego drzewka zebraliśmy 5 kg, w tym roku 5 sztuk, podobnie z brzoskwiniami. Jabłek nie mamy zupełnie nic, tak jak gruszek, których zeszłoroczny plon był naprawdę zadowalający.  Na pociechę w tym roku będziemy mieli przyzwoity zbiór owoców dzikiej róży.  Cały czas staram się dokształcać, poznawać możliwości naszej gleby, nie chcemy używać sztucznych nawozów oraz oprysków, więc to również utrudnia zadanie. Nasze motto to, – jeśli chcemy pryskane warzywa to, po co wkładać pracę, koszt sadzonek i wody lepiej iść do sklepu.  Nawozimy cały ogród własnym kompostem oraz czasem obornikiem. Kompostujemy trawę z ogrodu, oraz resztki organiczne domowe, wytłoczyny po sokach, produkcji wina itd. Chcemy zakupić rozdrabniarkę do gałęzi by jeszcze wzbogacić nasz kompost lub stosować, jako wyściółkę pod rośliny zmielone gałęzie.  Dbamy o to by nic się nie marnowało, bo każda wyrzucona rzecz to nasza praca i nasze pieniądze, a dodatkowo zwiększenie odpadów.  W tym roku uprawy utrudnia nam susza, zupełnie nie podlewamy od lat trawników, jeśli jest susza to trudno wysychają i już. Ale przez to mamy mniej materiału na kompost, coś za coś. Owszem podlewamy warzywnik i pomidory w tunelu, bez tego nie było by zbiorów. 





Obecnie zebraliśmy około 50 kg ogórków z 50 sadzonek, oraz około 12 kg pomidorów z 32 sadzonek, do tego 3 kg fasoli szparagowej, dziś idę zebrać kolejna porcje na obiad, około 2 kg bobu, 30 kg porzeczki czerwonej reszty zborów nie ważyłam.  W tym roku spóźniłam się z wysiewem ziół, ale planuję wysiew teraz w sierpniu do pojemników by potem przenieść do domu na parapet. Świetnie sprawdził się siew ozimy cebuli, w tym roku mam piękne główki cebuli jak w żadnym roku nie miałam, zatem i tego roku powtórzę go, bo jest szansa na piękne zbiory. To takie moje przemyślenia ogrodnika amatora, nielubiącego wcześniej uprawy roślin, dopiero chęć posiadania zdrowej, niepryskanej i nienawożonej sztucznymi nawozami żywności zainspirowały mnie do tego kroku. W zimie głównie, hoduje dodatkowo kiełki na kuchennym blacie, teraz mam kolejnego chętnego na nie, bo w domu zamieszkała papuga Nimfa, więc pewnie skusi się na zielone kiełki. Polecam przełamać się i rozpocząć własną uprawę nieważne czy to będzie ogród, działka, balkon czy tez parapet, wszędzie można coś wyhodować zdrowszego niż z marketu, a do tego mieć satysfakcję z własnych dokonań.  Dla osób rozpoczynających swoją przygodę, a nieposiadających kawałka ziemi lub go mało polecam książkę „Wyhoduj i zjedz. Warzywa, owoce i zioła na balkonie” Barbary Chronowska-Cholewa. Mam na półce ta książkę, obecnie można kupić w dobrej wyprzedażowej cenie, nawet za 14 zł, ja kupiłam za 9 zł z outletu, bo książka miała zagięte okładki. Przyzwoita pozycja na początek.