Woja na Ukrainie.
Masowe wstawianie flag na portalach społecznościowych,
protesty przy ambasadach, na placach w miastach. Krzyk w mediach, oburzenie, powstają
wiersze, pieśni, ludzie płaczą przed tv. Kolejki na stacjach benzynowych,
giełda reaguje na sytuację, lęk o gaz w naszych domach.
A ja tak zwyczajnie się zastanowiłam nad tym wszystkim. Tak
od strony zwykłego człowieka którego sytuacja polityczna wciąga w wojnę, przerażenie
dzieci. Pamiętam jak ogłoszono stan wojenny i tato mój pozamykał okiennie w
naszym pokoju od ulicy na parterze, jak sprawdzał czy piwnica w domu mogła by pomieścić
4 osoby, jak obejrzałam film o zagładzie atomowej i nie mogłam spać wiele nocy,
jak miałam wpis do dzienniczka szklonego – brak lekcji z powodu zamieszek, jak
idąc do szkoły mijały mnie wozy opancerzone z żołnierzami mającymi broń w
rękach. Ile dziwnych wspomnień zostało mi po latach widzianych wtedy oczyma
dziecka. Jak mój brat zbierał bibułę pod łóżkiem i rodzice to odkryli, mało
zawału nie dostali. Tato palił szybko tym w piecu. Jak pod oknami naszej
kamienicy stawał samochód milicyjny tak zwana dyskoteka i wypuszczali ludzi bez
butów nie mogli chodzić. Po latach zrozumiałam czemu, że bito ich pałką gumową
po stopach by śladów nie było. A to był tylko lęk, nic mnie i mojej rodzinie się
nie stało, miałam co jeść, miałam bezpieczny dom.
Nie wiem co czują ludzie w chwili gdy spadają pociski i nie
chcę wiedzieć. Ktoś mi kiedyś opowiadał o rodzinie uchodźców która została
przyjęta przez wspólnotę religijną, dzieci na dźwięk czegoś upadającego padały
płasko na ziemie i dygotały ze strachu. To nie były media, ani propaganda, to
był prawdziwy człowiek po przejściach.
Staramy się pokazać jak bardzo jako naród jesteśmy solidarni
z Ukraina, ale się zastanawiam, ile osób w naszym kraju byłoby gotowych na przyjęcie całych rodzin
uchodźców. Oddałoby swoje łóżko, jedzenie, ubrania nie na jedna noc, ale do
czasu uporządkowania sytuacji. Wyobraźcie sobie, ze nagle stuka ktoś do Waszych
drzwi i ......? Proszę nie piszcie komentarzy, chodzi mi tylko o taką
refleksję, spojrzenie w głąb siebie, bez opowiadania czy jestem gotowy na to,
lub nie. To trochę jak zastanowienie się nad pustym miejscem przy stole w
czasie wigilii, jedni stawiają dla zmarłych, inni dla wędrowca, bezdomnego, ale
czy wpuściłby go każdy kto stawia talerz? Wiem, że znamy siebie na tyle na ile
nas wypróbowano.
Zadbajmy o zapasy, finanse, zdrowie zwłaszcza psychiczne,
nie oglądajcie całymi dniami wiadomości bo psychika mocno na tym cierpi, idźcie
na spacer, spotkajcie się z bliski, zadzwońcie do kogoś do kogo dawno nie
dzwoniliście. Przytulajcie się, czerpcie siłę z miłości, pomódlcie się.