czwartek, 8 października 2015

Czy chciałabym żyć 100 lat wstecz?




Często pytacie mnie – czy chciałabym żyć 100 lat wstecz, albo dalej? Odpowiem – Nie!  Nie chciałabym z wielu powodów, a to, że żyjemy życiem z innej epoki, nie oznacza, że chcielibyśmy całkowicie przenieść się do tych czasów. Po prostu odpowiada nam taki styl życia, nie chcemy powielać życia innych, chcemy żyć własnym życiem, spełniać własne marzenia, a nie cudze. Często oczekiwano od nas byśmy byli tacy jak chcą inni, ale to jest nasze życie, ci ludzie nie przeżyją go za nas i nie umrą za nas. Jesteśmy często postrzegani, jako dziwacy, ale czy dlatego, że robimy dziwne rzeczy, czy też, dlatego, że nie robimy tego, co większość, nasze działania są w istocie zwykłe i nie zbyt odjazdowe. Naszą decyzję o Edukacji Domowej otoczenie przyjmuje, jako nowoczesny, dziwny wynalazek, a ja się pytam – jak wyglądała pierwsza edukacja dzieci, od kiedy mamy obowiązek szkolny, jaki rozwój jest fizjologiczny i naturalny? My nie robimy nic nowoczesnego, my wróciliśmy do korzeni. Podobnie jest z naszym domowym wytwórstwem żywności, ludzie mówią – a po co się męczyć, mogę kupić, a mi się nie chce. No tak, ale po pierwsze nikt nie pyta czy mnie to męczy, a po drugie jak się ma, jakość moich wyrobów do ceny podobnych w sklepie, a przemysłowa żywność, no…nie pozostawię bez komentarza, przeczytajcie skład np. szynki czy baleronu w sklepie. Uprawa ogrodu, a po co, czy to się opłaca, a ta woda, praca, brudzić się! A czy opłaca się wydawać na siłownię, przecież nie mamy z tego namacalnych korzyści, a to pocenie, jazda, wydana kasa na karnet? Nie ma sensu, nie warto. A jednak warto i uprawiać ogródek i ćwiczyć. Tyle, że ja uprawiając ogródek nie płace za siłownie, mam ją, spędzam czas na powietrzu i do tego uciekam od pędu, stresu i pośpiechu. Następny fakt, który ludzie nazywają archaizmem to robótki ręczne. Po co przecież czapka kosztuje 10 zł, nie ma sensu tracić czasu. No i dochodzimy do pojęcia czasu. Jedna bardzo poukładana znajoma ostatnio zadała pytanie - To ja się zastanawiam, co to znaczy dla innych "czas". Co oni robią sami?  No właśnie, co dla innych znaczy czas? Co robią wtedy, gdy ja „tracę” czas przy robótkach ręcznych?






Wracając do tematu głównego, czy chciałabym żyć 100 lat wstecz? Nie, nie chciałabym, nie miałabym wyboru czy robić karierę czy zostać w domu dziś jest to mój świadomy wybór. Nie mogłabym korzystać z tak wielu wynalazków współczesnego przemysłu AGD, a nie ukrywam lubię moje sprzęty. Nie mogłabym decydować całkowicie o sobie sama, musiała bym jako kobieta poddawać się czyjemuś nadzorowi. Nie miałabym tak szerokiego dostępu do wzbogacania swojej wiedzy. Ogólnie nie chciałabym żyć 100 lat wstecz. A czy chciałabym żyć 50 lat wstecz, odpowiem, że również nie. Żywność była, co raz trudniej do zdobycia, pojawiły się kartki na żywność, władza mężczyzn jednak była wtedy mocno znacząca, kobiety generalnie powinny się podporządkować. 

Pisząc o tym wszystkim dotarło do mnie, że to nie zemną jest coś nie tak, że to nie my żyjemy dziwnie, to świat gdzieś pędzi. Spotykamy, co raz więcej ludzi podobnych do nas, żyjących w zgodzie z sobą i naturą. Produkują własną żywność, rezygnują z kariery, uciekają z miasta.

Czy zupka chińska na obiad to normalne, czy pasztet z puszki o zawartości 1,5% mięsa to normalne, czy udawanie życia pracując po 12 godzin jest normalne? Czy brak wspólnych posiłków rodzinnych to normalne? Wiem, wiem, brak czasu, pęd, szybkie życie! Ale, za czym gonimy?

Opowiem Wam o pewnej rodzinie i jej pogoni za czymś. 

Pewna nauczycielka języka obcego ma męża, syna w wieku 3 lat. Obydwoje pracują, on w zagranicznej firmie na stanowisku kierowniczym, ona w szkole oraz codziennie daje około 3 dzieciaków korepetycje. Syna wychowuje przedszkole i dziadkowie. Mają mieszkanie własnościowe, dwa samochody. Ona bierze dodatkowe godziny korepetycji, on nadgodziny w pracy, był moment, że pracował na dwa etaty. Na urlopie byli tydzień, bo wzięli zlecenia na resztę wakacji. A ja się zastanawiam, kiedy postanowią żyć. Mają po 35 lat, są zmęczeni, zaczynają dopadać ich różne problemy zdrowotne, żyją w biegu, odżywiają się marnie. Nawet w weekendy mają dodatkowe prace zarobkowe. Czy naprawdę potrzebują tyle pieniędzy? Pewnie tak, bo trzeba żyć na poziomie. Tak ostatnio słyszałam, że młodzi ludzie po to tyle i tak ciężko pracują by ŻYĆ na poziomie, ale kiedy oni żyją? Przecież ciągle pracują. 
Mając po 30 lat nie decydują się na dziecko, stały związek, bo muszą się dorobić. No fajnie, ale kiedy mieć dzieci, rodzinę po 50? Kiedyś szczytem marzeń była kawalerka spółdzielcza, ludzie zakładali rodziny nie mając nic. Sama wyszłam za mąż nie mając własnego mieszkania, mieszkaliśmy u rodziców, potem wynajęliśmy mieszkanie. Pobraliśmy się wcześnie, nie czekaliśmy, aż się dorobimy, we dwoje było nam łatwiej. Wiedzieliśmy, że i tak gwiazdka z nieba nam nie spadnie, nie dostaniemy spadku, nie wygramy znacznej sumy pieniędzy,więc, na co czekać. Nie rozumiem tego pędu za posiadaniem. Mój sąsiad nie jedzie na wakacje, ale kładzie kostkę w ogrodzie, ja wolałabym odwrotnie. 
Wolę gromadzić wspomnienia, a nie przedmioty. Przedmioty to tylko przedmioty, można mnie z nich okraść, niszczą się, tracą wartość. Więc w perspektywie pędu i dążenia do posiadania, nie pasuje do tej epoki. Wolę żyć oszczędnie, ale być z rodziną.