piątek, 6 marca 2026

Ruszam dalej, tylko już inną ścieżką....

 


Dziękuję, że przez tyle lat szliście kawałek tej drogi razem ze mną


Pierwszy post na tym blogu napisałam 28 stycznia 2013 roku. Minęło więc ponad 13 lat mojego pisania.

Przez ten czas wiele się tu działo. Były miłe słowa, słowa otuchy i wsparcia, podziękowania za moje pisanie i za to, że dzieliłam się swoim światem oraz tym, czego nauczyło mnie życie.

Niestety były też trudne chwile. Straszono mnie, obrażano, oskarżano o czyny, których nie popełniłam. W prywatnych wiadomościach wyzywano mnie przy użyciu wulgaryzmów. Nie brakowało też osób, które bez wahania próbowały zmieszać mnie – mówiąc kolokwialnie – z błotem.

Kiedy zaczynałam pisać tego bloga, miałam niespełna 41 lat. Dziś za zakrętem czeka na mnie 54. W tym roku będziemy z mężem obchodzić 35. rocznicę ślubu.

Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że przez tyle lat każdy z nas w jakiś sposób się zmienia. Jak to się mówi – jesteśmy sumą doświadczeń. Podobno nawet charakter pisma zmienia się co siedem lat, a co dopiero człowiek po trzynastu.

Pisząc dla Was, cały czas starałam się dokształcać w różnych dziedzinach. Brałam udział w warsztatach, kursach i wykładach: z dietetyki i ekonomii, umiejętności pisarskich, gotowania, szycia, ogrodnictwa czy kosmetyki.

Każdy post, który pojawiał się na blogu, starałam się opierać na prawdzie, a nie na bezmyślnie powielanych tekstach z Internetu. Oczywiście korzystałam z dostępnych źródeł – bo skąd w dzisiejszych czasach brać całą tę wiedzę czy statystyki GUS. Nie sposób być współcześnie człowiekiem renesansu.

Mam jednak poczucie, że napisałam dla Was już wszystko, co miałam do napisania. Nie wzbogacę tego bloga o nic naprawdę nowego i użytecznego – może pojawiłby się jeszcze jakiś przepis, mój uszytek czy jadłospis podobny do tego sprzed dwóch lat. Myślałam by jeszcze pozostać przy pisaniu co miesiąc „kartki z kalendarza”, ale ostatecznie postanowiłam zostawić wszystko tak, jak jest.

Mój światopogląd bardzo się zmienił. Zmieniła się też moja potrzeba – a właściwie jej brak – dzielenia się publicznie przemyśleniami czy informacjami o moim życiu i rodzinie.

Dziś pragnę przede wszystkim spokoju. Mojego trochę dziwacznego życia jako gospodyni domowej, matki i żony - naprawdę nie pasujące do współczesności która kreuje kobietę sukcesu wspinającą się po szczeblach kariery. Chcę zrobić więcej dla siebie. Mój świat wygląda dziś zupełnie inaczej niż 13 lat temu – dzieci są już bardzo dorosłe, nie szukam adrenaliny. Spełnienie znajduję przy szyciu czy malowaniu.

Na nowo zakochuję się w moim ogrodzie. Uspokajają mnie domowe porządki. Kocham gotowanie i pieczenie.

W gruncie rzeczy nie bardzo pasuję do obecnej epoki pośpiechu, skupienia na wyglądzie, nieustannego promowaniu siebie w mediach społecznościowych czy podróżowania „bo trzeba bywać”. Wolę moje spokojne życie, bez fajerwerków. Ich w moim życiu było już wystarczająco dużo.

Po tych trzynastu latach jestem zupełnie inną osobą. Czasem sama siebie nie poznaję. A kiedy czytam stare wpisy i przypominam sobie, o czym pisałam i co było dla mnie ważne, zdarza mi się pomyśleć: naprawdę?

Dlatego nadszedł moment, by – jak śpiewa zespół Perfekt – „....trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść. Niepokonanym”.

Dziękuję Wam za to, że przez te lata chcieliście czytać to, o czym pisałam. Dziękuję za ciepłe słowa i za wsparcie.

 

Bądźcie zdrowi i spełnieni.


poniedziałek, 2 marca 2026

Chcesz moje buty....?

 



Chodź, pożyczę ci moje buty?!

Nie tylko po to, żebyś przeszedł się moją drogą,

ale żebyś zrozumiał, przez co naprawdę przeszłam.

Żebyś poczuł ciężar dni, kiedy zmęczenie zginało mi plecy,

i chłód nocy, w których cisza była moim jedynym towarzyszem.

Chodź, pożyczę ci moje buty.

Żebyś zmókł w tym samym deszczu, który przesiąkł moją duszę,

i potknął się o kamienie, które próbowałam ominąć.

Żebyś zrozumiał, że nie zawsze wybierałem porażkę –

czasem po prostu nie było innej opcji, jak iść dalej.

Chodź, pożyczę ci moje buty.

Żebyś zobaczył, że za każdą decyzją krył się strach,

za każdym błędem została rana,

a za każdym uśmiechem – historia, którą mało kto zna.

Łatwo jest oceniać z daleka,

kiedy nie bolą cię stopy,

kiedy nie dźwigasz cudzego zmęczenia,

kiedy nie widziałeś, jak marzenia gasną – jedno po drugim.

Chodź, przejdź się moją drogą,

poczuj moje kroki i moje wątpliwości,

a może wtedy zrozumiesz,

że nie jestem tak silna, jak myślisz,

ani tak słaba, jak niektórzy sądzą.

Bo nikt nie ma prawa oceniać historii, której nie przeżył.

Nikt nie może mówić o cudzym ciężarze,

nie czując go na własnej skórze.

Więc chodź, włóż moje buty,

idź moją drogą…

i powiedz mi wtedy,

czy nadal odważysz się mnie osądzać.

~ Autor nieznany

 

Czasem naprawdę nie potrzebujemy rad ani ocen.

Potrzebujemy tylko odrobiny uważności i zrozumienia.

Bo każdy z nas niesie coś, czego nie widać na pierwszy rzut oka.

I może zamiast oceniać – warto po prostu być.

 Długo uczyłam się, że nie muszę nikomu udowadniać swojej siły.

Uwierzcie mi – ta lekcja trwała naprawdę długo.

I wciąż uczę się, że nie muszę tłumaczyć się z własnych wyborów.

 Moja droga nie jest idealna, popełniłam i popełniam wiele błędów – ale jest moja.

I dziś wiem, że to wystarczy - być sobą i dokonywać własnych wyborów!


Dzielę się z Wami moim światem – od ogrodu, przez oszczędzanie i gotowanie, po szycie i urządzanie domu. Jeśli chcecie symbolicznie mnie wesprzeć, możecie postawić mi wirtualną kawę.  To dla mnie piękny znak, że to, co robię, ma dla Was wartość.


czwartek, 26 lutego 2026

Marzec w domu i ogrodzie – Kalendarz współczesnej gospodyni

 


Światła jest coraz więcej, choć poranki wciąż bywają chłodne. Marzec to miesiąc przejścia – jeszcze nie wiosna w pełni, ale już wyraźnie po zimie. Nie jest to czas gwałtownego startu ani nadrabiania zaległości. To moment sprawdzania, co zaczyna się budzić samo – w ogrodzie, w domu, w kuchni i w nas.

 


W OGRODZIE - Marzec w ogrodzie wymaga cierpliwości i uważności.

  •  Sprawdzaj, co przetrwało zimę, a co potrzebuje jeszcze czasu lub wsparcia. 
  • Jeśli pogoda pozwala, można dokończyć cięcia drzew i krzewów owocowych. 
  • Usuń połamane i przemarznięte pędy. 
  • Zdejmuj zimowe osłony bylin stopniowo – nocne przymrozki wciąż są możliwe, więc rób to ostrożnie. 
  • Porządkuj rabaty z resztek zeszłorocznych roślin: wygrab liście, patyki i suchą trawę. 
  • Jeśli warunki pozwalają, można przeprowadzić wertykulację i aerację trawnika. 
  • W drugiej połowie miesiąca, przy sprzyjającej pogodzie, można rozpocząć pierwsze siewy do gruntu. 
  • Sadź drzewa i krzewy owocowe z gołym korzeniem (jabłonie, grusze, śliwy, czereśnie). 
  • Przerabiaj kompost i zasilaj nim grządki. 
  • W inspektach wysiewaj warzywa kapustne (kalafior, kalarepa, kapusta).
  • Na parapetach zaczynamy wysiewać pomidory i paprykę.

 

W DOMU - w marcu robimy miejsce na światło i powietrze.

  • To dobry moment na pierwsze, prawdziwe wietrzenie domu. 
  • Można wyprać firanki i zasłony, odświeżyć poduszki, koce, a także żaluzje i rolety. 
  • Zimowe rzeczy powoli chowamy – bez pośpiechu, obserwując pogodę. 
  • Jeśli warunki pozwalają, warto umyć okna po zimie – do wnętrz wpadnie więcej światła. 
  • Dobry czas na rozpoczęcie przesadzania roślin doniczkowych.

 

W KUCHNI - jeszcze ciepłe dania, ale już lżejsze.

  • Zupy nadal są na miejscu, ale można je rozjaśniać zieleniną, kaszą czy jajkiem. 
  • Pamiętajcie o dalszej hodowli kiełków i ziół na parapecie, to jeszcze nie czas na nowalijki. 
  • To również dobry moment na wykorzystanie końcówki zimowego sezonu na cytrusy. W marcu pomarańcze są jeszcze tanie i dobrej jakości, warto więc przerobić je na zapas: na dżemy, konfitury, syropy, likiery czy nalewki. Takie przetwory przydadzą się później – do deserów, herbaty albo jako domowy dodatek „na smaka"

 

DLA SIEBIE / ZDROWIE / UMYSŁ - To miesiąc budzenia się, ale bez przeciążania.

  • Więcej światła poprawia nastrój, ale łatwo przecenić swoje siły – nie forsuj się, wracaj do ruchu z rozmysłem, nie na siłę by schudnąć do lata. 
  • Zadbaj o sen, nawodnienie i łagodny ruch – spacery, rozciąganie, spokojne tempo. 
  • Skóra po zimie nadal potrzebuje troski i nawilżenia. 
  • Marzec bywa zmienny – jednego dnia dodaje energii, drugiego ją odbiera. Warto być dla siebie łagodnym. W gorsze dni kubek gorącej czekolady i dobry film lub książka.
  • Warto zafundować sobie masaż relaksacyjny - ciało i umysł nam podziękuje. 

 

Lektura na marzec

Klasyka – „Pamiętnik pani Hanki” – Tadeusz Dołęga-Mostowicz, lekka, ironiczna powieść obyczajowa o codzienności, relacjach i drobnych ambicjach.

 Współczesność – „Pięć kilometrów do świtu” – Aldona Bognar, ciepła, jasna opowieść o zmianie, odwadze i powolnym dochodzeniu do siebie.

 Reportaż / esej – „Życie bez śmieci” – Bea Johnson, książka o upraszczaniu życia i świadomych wyborach.

 

„Marzec nie wymaga pośpiechu — wystarczy uważnie sprawdzić, w którą stronę iść.”


Dzielę się z Wami moim światem – od ogrodu, przez oszczędzanie i gotowanie, po szycie i urządzanie domu. Jeśli chcecie symbolicznie mnie wesprzeć, możecie postawić mi wirtualną kawę.  To dla mnie piękny znak, że to, co robię, ma dla Was wartość.


piątek, 20 lutego 2026

Torba z odzysku: jak stare bojówki dostały drugie życie

 


Kolejny punkt na mojej liście szyciowej odhaczony!

Uszyłam torbę na zajęcia sportowe z bojówek męża. Spodnie były już przetarte tu i ówdzie, więc wykorzystałam wszystko, co jeszcze nadawało się do użycia. Szyłam całkowicie „z głowy”, bez wykroju — projekt powstał na kartce w jakości rysunku 3–4-latka. I mogę już to napisać: to była moja pierwsza prawdziwa torba w życiu. No dobrze… druga — bo wiele lat temu szyłam małą, płaską torebeczkę dla córki. Tak złożonego projektu jeszcze nigdy nie robiłam.

Na podszewkę wykorzystałam zasłonę, która wcześniej była obrusem. Dziś jej część jest kuchennym fartuszkiem, a kolejny fragment stał się podszewką torby i woreczkiem na buty sportowe. Lubię takie historie rzeczy, które dostają kolejne życie.



W szafie czekają już następne projekty: dwie torby lekko napoczęte. Do jednej mam wycięte około 1/3 kwadratów na jeansową torbę patchworkową, do drugiej — wydziergany na drutach korpus. Po tej realizacji czuję, że szybciej zabiorę się za kolejne, bo po prostu nabrałam odwagi.

Nie obyło się oczywiście bez prucia, pomyłek i szukania podpowiedzi w internecie — na przykład jak zrobić dno torby przez zaszywanie rogów. Ale efekt końcowy naprawdę mnie cieszy. Pasek do zapinania to oryginalny pasek ze spodni, kieszeń pochodzi z tylnej części bojówek, dolne fragmenty nogawek posłużyły jako korpus torby, a z górnych wycięłam paski na uchwyty.




Szycie zajęło mi niecałe cztery godziny, rozłożone na dwa dni.

Wiem, że torba ma swoje niedoskonałości. Ale ma też wiele zalet: nie wydałam na nią pieniędzy, po skończeniu czułam ogromną satysfakcję, mam coś absolutnie unikatowego, a dodatkowo torba ma dokładnie tyle kieszeni, ile lubię — a tego zazwyczaj brakuje w gotowych produktach.

Przez wiele lat nie wierzyłam w siebie. Chyba nawet nie lubiłam szyć, bo z góry zakładałam porażkę. W końcu postanowiłam się przełamać, wyjść ze swojej skorupki i po prostu spróbować. I udało się.

Te ostatnie moje uszytki pokazały mi coś bardzo ważnego — że odwaga nie polega na tym, że wszystko wychodzi idealnie. Odwaga to decyzja, żeby zacząć mimo wątpliwości. A kiedy już się zacznie, okazuje się, że krok po kroku można nauczyć się więcej, niż się kiedykolwiek przypuszczało.




Dziś wiem jedno: dla chcącego naprawdę nie ma nic trudnego. Czasem trzeba tylko dać sobie prawo do prób, błędów i nauki. A satysfakcja z własnoręcznie zrobionej rzeczy jest warta każdej minuty wysiłku.

Często słyszę pytanie: „A opłaca Ci się? Nie szkoda Ci czasu?”

Jakie szkoda? Jakie opłaca?

Po pierwsze — szyję z rzeczy, które najpewniej wylądowałyby na śmieciach. Daję im drugie życie. Po drugie — każdy ma swój sposób na spędzanie czasu. Jedni biegają, inni grają w gry komputerowe, ktoś ogląda seriale, a jeszcze ktoś klei domki z zapałek.

Szycie jest po prostu moim sposobem. Daje mi spokój, satysfakcję i poczucie, że tworzę coś własnymi rękami. I to jest wartość, której nie da się przeliczyć na pieniądze ani minuty.

Ja naprawdę czuję satysfakcję z tego, że mogę coś tworzyć. Ta świadomość, że z kawałków materiału, z rzeczy już niepotrzebnych powstaje coś nowego i użytecznego. Coś, co zostaje ze mną na dłużej i ma swoją historię.

Nie wszystko w życiu musi się opłacać — wystarczy, że daje radość i poczucie sensu.


Dzielę się z Wami moim światem – od ogrodu, przez oszczędzanie i gotowanie, po szycie i urządzanie domu. Jeśli chcecie symbolicznie mnie wesprzeć, możecie postawić mi wirtualną kawę.  To dla mnie piękny znak, że to, co robię, ma dla Was wartość.



wtorek, 17 lutego 2026

Ile ubrań naprawdę nosimy....

 


Statystyki mówią, że regularnie nosimy tylko 20–30% ubrań.

Reszta leży w szafie – często przez lata.

I właśnie te nienoszone rzeczy są… najlepszym materiałem do przeróbek.

Brzmi dziwnie…? A jednak warto się nad tym pochylić.

 


Badania i audyty szaf pokazują, że:

– ok. 1/3 ubrań nie jest noszona ani razu w ciągu roku,

– kolejne nosimy sporadycznie,

– a nasze codzienne życie opiera się na niewielkiej, sprawdzonej bazie.


U mnie wcale nie wygląda to lepiej. Pracuję nad stworzeniem szafy kapsułowej, ale – jak każdy – mam swoje „grzeszki”.

Stwierdziłam jednak, że zamiast traktować to jako porażkę, zaczęłam traktować to jak zasób.

Dlaczego? Bo nienoszone ubrania świetnie nadają się do przeróbek:

– nie ryzykujesz – i tak nie nosisz

– znasz już materiał (wiesz, jak się pierze, czy się gniecie, czy „gryzie”),

– nie ma presji, żeby było idealnie, bo szkoda materiału

– możesz dopasować ubranie do siebie, a nie siebie do ubrania.

Co najczęściej przerabiamy z „martwej strefy” szafy?

– zbyt ciasne bluzki - luźniejsze topy,

– długie sukienki - spódnice lub bluzki,

– koszule - domowe bluzki, narzutki, piżamy, poszewki

– spodnie - torby, fartuchy, panele do innych projektów,

– „ładne, ale jakoś do mnie niepasujące” - ubrania do chodzenia po domu (i nagle okazuje się, że są noszone!)

Czasem wystarczy naprawdę niewiele: skrócenie, zmiana rękawów (wypruwamy stare, odrysowujemy formę i wycinamy nowe – nawet z innego ubrania), doszycie innego materiału albo po prostu zmiana przeznaczenia.

 Szafa przestaje być magazynem wyrzutów sumienia, a zaczyna być pracownią.

A satysfakcja i poczucie indywidualności? Dla mnie – bezcenne.

 

Jak przerobić za ciasną bluzkę na luźniejszy top (bez wykroju)

Co potrzebujesz: zbyt ciasną bluzkę (bawełna, wiskoza, dzianina – najlepiej coś, co już znasz), drugie ubranie lub kawałek materiału (na wstawki), nożyczki, szpilki, maszynę lub igłę z nitką, żelazko. 

  1. Odetnij dół bluzki. Zostaw górę z dekoltem i ramionami – potraktuj ją jak krótki top lub karczek.
  2.  Z innego ubrania wytnij prostokąt materiału. Szerokość: tyle, ile chcesz dodać luzu + zapas na szwy. Długość: tyle, jak długi ma być nowy top.
  3.  Jeśli chcesz więcej luzu – zrób lekkie marszczenie. Przestębnuj górną krawędź prostokąta i delikatnie ściągnij nitkę.
  4.  Przyszyj wstawkę do odciętej góry, prawa strona do prawej, zaprasuj szew.
  5.  Wykończ dół i gotowe.

Masz luźniejszy, dłuższy top – często wygodniejszy niż oryginał. Nadasz mu swój styl i charakter.


Dzielę się z Wami moim światem – od ogrodu, przez oszczędzanie i gotowanie, po szycie i urządzanie domu. Jeśli chcecie symbolicznie mnie wesprzeć, możecie postawić mi wirtualną kawę.  To dla mnie piękny znak, że to, co robię, ma dla Was wartość.


piątek, 13 lutego 2026

Ogrzewanie z głową. Jak obniżyć rachunki bez życia w swetrze

 


Wbrew obiegowym opiniom rachunki za ogrzewanie nie zależą wyłącznie od tego, jak bardzo skręcimy grzejniki. W praktyce największe znaczenie mają stabilność temperatury, sposób wietrzenia oraz ustawienia ogrzewania, a nie jednorazowe „zaciskanie pasa”.

 Ogrzewanie domu czy mieszkania to nie luksus — to podstawowa potrzeba. Oszczędzanie ma sens tylko wtedy, gdy nie odbywa się kosztem zdrowia i normalnego funkcjonowania.

 Wysokie rachunki bardzo często nie wynikają z „drogiego ogrzewania”, ale z kilku powtarzalnych błędów, które wiele osób popełnia zupełnie nieświadomie.

 

Najczęstsze błędy przy ogrzewaniu

1. Stałe uchylanie okien

To jeden z najdroższych nawyków. Uchylone okno przez godzinę sprawia, że ogrzewanie pracuje bez przerwy, próbując dogrzać uciekające ciepło. Znacznie taniej i skuteczniej jest krótkie, intensywne wietrzenie (5–10 minut) przy zakręconych grzejnikach.

2. Skręcanie grzejników „do zera”, a potem gwałtowne dogrzewanie

Takie huśtawki temperatur powodują, że system grzewczy zużywa więcej energii, niż gdyby pracował stabilnie. Ogrzewanie działa najefektywniej wtedy, gdy temperatura nie spada drastycznie, a zmiany są niewielkie i zaplanowane.

3. Jednakowa temperatura w całym domu

Ustawianie tej samej temperatury w salonie, sypialni, łazience i korytarzu to częsty błąd. Różnicowanie temperatur to jedna z najprostszych i najzdrowszych form oszczędzania, która nie obniża komfortu. Zalecane wartości: salon / pokój dzienny: 20–21°C, sypialnia: 17–19°C, kuchnia: 18–19°C, łazienka: 22–24°C, przedpokój / korytarz: 16–18°C. Każdy dodatkowy stopień to realny wzrost kosztów ogrzewania. Ciepło tam, gdzie go potrzebujemy, i chłodniej tam, gdzie przebywamy krótko — to prosta zasada, która naprawdę działa.

4. Zasłanianie grzejników

Zabudowy, ciężkie zasłony czy meble przysunięte do kaloryfera blokują oddawanie ciepła do pomieszczenia. Efekt? Grzejnik pracuje, a w pokoju nadal jest chłodno.




5. Brak kontroli nad głowicami termostatycznymi

Głowice ustawione „na oko” albo przypadkowo przekręcane potrafią robić ogromną różnicę na rachunku. Warto ustawić je raz, świadomie, i pozwolić im robić swoją pracę, zamiast kręcić nimi kilka razy dziennie.

6. Oszczędzanie kosztem zdrowia

Chroniczne wychłodzenie sprzyja infekcjom i bólom mięśni, zbyt zimna sypialnia oznacza gorszy sen i większe zmęczenie. Niedogrzane pomieszczenia szybciej łapią wilgoć i pleśń, a ich usuwanie bywa kosztowne. To pozorna oszczędność, która rzadko się opłaca i zwykle kończy się dodatkowymi problemami.

Oszczędzanie na ogrzewaniu nie polega na rewolucji ani na marznięciu. Chodzi o kilka rozsądnych zmian, które razem robią realną różnicę — niezależnie od źródła ciepła.

W praktyce można zyskać (mąż wyliczał, ja nie znam się na tym, on jest inżynierem):

ogrzewanie elektryczne:

ok. 15–25% mniej, daje nam około 800–1500 zł w sezonie

ogrzewanie gazowe:

ok. 10–20% mniej, zyskujemy oszczędności rzędu 400–1000 zł w sezonie

pellet / ekogroszek:

ok. 10–25% mniej to zysk około 300–800 zł w sezonie

centralne ogrzewanie w bloku (CO) - tu było nam najtrudniej to wyliczyć:

ok. 5–15% mniej kwota niby niewielka, ale jak to się mawia na ulicy nie leży  200–500 zł w sezonie

To są realne pieniądze, które można zaoszczędzić bez dziadowania i owijania się w koce.

Najważniejsze: oszczędzanie ma sens tylko wtedy, gdy nie odbywa się kosztem zdrowia i codziennego komfortu. Rozsądek zawsze wygrywa ze skrajnościami.

Podane widełki oszczędności dotyczą typowych mieszkań o powierzchni 45–65 m² oraz domów jednorodzinnych o metrażu 90–140 m², przy przeciętnej izolacji budynku. W mniejszych lub większych metrażach proporcje mogą się odpowiednio zmieniać. Chodziło mi o pokazanie, jakiego rzędu oszczędności są realnie możliwe, jeśli podchodzimy do tematu ogrzewania z głową. 

Każdy ma oczywiście prawo do własnego podejścia do tematu, to tylko takie moje rozważania. 


Dzielę się z Wami moim światem – od ogrodu, przez oszczędzanie i gotowanie, po szycie i urządzanie domu. Jeśli chcecie symbolicznie mnie wesprzeć, możecie postawić mi wirtualną kawę.  To dla mnie piękny znak, że to, co robię, ma dla Was wartość.


wtorek, 10 lutego 2026

Zeszyt cytatów - cytaty, które zostają

 



Od jakiegoś czasu zbieram w zeszycie cytaty z książek, które czytam — ale tylko te, które w jakiś sposób mnie poruszą, zachwycą albo zatrzymają na dłużej. Takie, do których chce się wracać i nad którymi warto się pochylić.

Poniżej jeden z nich:

„Tak sobie myślę, panie radco, że człowiek jest jedynym stworzeniem, które nie zgadza się być tym, kim jest naprawdę. Wydaje mu się, że jest panem wszystkiego i może żądać ciągle więcej i więcej. Gówno prawda! Jest tylko kurduplem, ziarnkiem piasku w planie stworzenia. A do tego niewolnikiem tylu panów, ile ma namiętności. I tak od początku do końca świata… Piękna nie trzeba szukać, panie radco. Ono jest w nas.”

Krzysztof Bochus, Wachmistrz

 

Ten cytat zatrzymał mnie na dłużej.

Przypomniał, że nie wszystko trzeba zdobywać, poprawiać ani przyspieszać.

Czasem wystarczy wrócić do siebie, zwolnić i zauważyć to, co już jest — bo właśnie tam zaczyna się prawdziwe piękno.


niedziela, 8 lutego 2026

Ile naprawdę można zaoszczędzić na prądzie?

 


 

Oszczędzanie energii elektrycznej często kojarzy się z wyrzeczeniami: siedzeniem po ciemku, zimną kawą i ciągłym „nie dotykaj, bo prąd”. Tymczasem prawda jest znacznie bardziej przyjazna — realne oszczędności są możliwe bez obniżania komfortu życia, o ile wiemy, gdzie i dlaczego one się pojawiają.

Chcę Wam pokazać, ile faktycznie można zaoszczędzić na prądzie w typowym domu lub mieszkaniu, stosując rozsądne zasady, a nie umartwianie się i życie w ciągłej pokucie.

 


Stand-by, czyli prąd, który znika sam

Telewizor, dekoder, router, sprzęt audio czy ładowarki — większość z nich pobiera prąd cały czas, nawet wtedy, gdy z nich nie korzystamy.

Po podłączeniu ich do listwy z wyłącznikiem i faktycznym odcinaniu zasilania:

10–20 zł oszczędności miesięcznie

120–250 zł rocznie

To nie są wielkie kwoty jednorazowo, ale są to pieniądze, które wcześniej znikały, nie wnosząc absolutnie nic.

 

Oświetlenie — największy, a często ignorowany obszar

Wymiana żarówek na LED oraz kilka prostych nawyków (gaszenie światła, by nie świeciło tylko „pająkom”, korzystanie z jednego punktu zamiast wszystkich naraz) daje zaskakująco dobre efekty.

20–40 zł miesięcznie

(oczywiście wszystko zależy od liczby pomieszczeń i domowników)

250–500 zł rocznie

To jedna z najpewniejszych i najszybciej zwracających się zmian.

 

Pranie, zmywanie i gotowanie — bez poświęceń

Nie chodzi o to, by prać rzadziej czy przestać gotować. 

Wystarczy: pełne wsady pralki i zmywarki, niższe temperatury, programy eco, gotowanie pod przykrywką, niewygrzewanie piekarnika „na zapas”

Ja sama wyłączam piekarnik 5–10 minut przed końcem pieczenia i korzystam z ciepła resztkowego. Staram się też planować pieczenie tak, by na jednym nagrzaniu przygotować kilka potraw — najpierw chleb, potem mięso, a czasem jeszcze ciasto.

Efekt:

15–30 zł miesięcznie

180–360 zł rocznie

 

Lodówka i kuchnia — drobiazgi, które się sumują

Ustawienie właściwej temperatury w lodówce (chłodziarka +4–5°C, zamrażarka –18°C), niewkładanie gorących potraw, gotowanie wody „ile trzeba”, a nie „na zapas”:

5–15 zł miesięcznie

60–180 zł rocznie

To małe rzeczy, ale wykonywane codziennie — i właśnie one dokładają się do końcowej kwoty na rachunku.

 

Jeśli macie taryfę energetyczną G12 lub G12w

Przeniesienie prania, zmywarki czy bojlera na tańsze godziny (większość urządzeń ma opcję opóźnionego startu, więc nastawiasz i zapominasz):

10–25 zł miesięcznie

120–300 zł rocznie

Bez zmiany stylu życia — zmienia się tylko godzina.

 

Podsumowanie: ile to jest naprawdę?

Ostrożnie licząc:

60–80 zł miesięcznie

700–1000 zł rocznie

 

Przy konsekwencji (bez fanatyzmu):

80–120 zł miesięcznie

1000–1400 zł rocznie

I mówimy tu wyłącznie o:

nawykach

tanich, prostych rozwiązaniach

bez fotowoltaiki i bez wymiany wszystkich sprzętów (po za żarówkami). 

Oszczędzanie prądu to nie heroizm.

Dzielę się z Wami moim światem – od ogrodu, przez oszczędzanie i gotowanie, po szycie i urządzanie domu. Jeśli chcecie symbolicznie mnie wesprzeć, możecie postawić mi wirtualną kawę.  To dla mnie piękny znak, że to, co robię, ma dla Was wartość.


wtorek, 3 lutego 2026

Jadłospis obiadowy na 10 dni

 


Dawno nie wstawiałam jadłospisów — mam wrażenie, że w tym roku jeszcze żadnego nie było. Dlatego dziś dzielę się z Wami naszym 10-dniowym jadłospisem obiadowym.

Jadłospis jest ułożony dokładnie pod nasze domowe gusta i diety. Ostatnio zebraliśmy wszystkie dania, które regularnie jadamy — razem z zupami. Wyszło nam 34 pozycje drugich dań oraz 10 zup.

Usystematyzowaliśmy je: na mięsne i bezmięsne, smażone oraz duszone lub gotowane. Dzięki temu teraz bardzo szybko możemy tworzyć kolejne domowe jadłospisy, bez długiego zastanawiania się „co by tu ugotować”.

Na śniadania mamy dość stały zestaw:

owsianka, gofry, jajecznica (z boczkiem, szczypiorkiem lub bez dodatków), jajko na miękko, placuszki z białym serem oraz placuszki owsiane.

Drugie śniadania są już bardziej elastyczne — zależne od tego, co w lodówce ma pierwszeństwo do „wykończenia”. Czasem jest to resztka kolacji, czasem po prostu kanapka.

Lubimy takie planowanie obiadów i pierwszego śniadania. Dzięki temu mamy wszystkie składniki pod ręką, a przygotowanie posiłków odbywa się spokojnie, bez stresu i bieganiny.

 



 Niedziela

Rosół z makaronem

Kurczak – pieczone udka, ziemniaki, biała kapusta gotowana z koperkiem

 

Poniedziałek

Zupa pomidorowa z ryżem

Kluski leniwe z masłem i cynamonem

 

Wtorek

Zupa pomidorowa z ryżem

Kotlety mielone, ziemniaki, surówka z kiszonej kapusty

 

Środa

Zupa jarzynowa z ziemniakami

Jajko sadzone, ziemniaki, marchewka

 

Czwartek

Zupa jarzynowa z ziemniakami

Gulasz drobiowy, kasza gryczana, buraki zasmażane

 

Piątek

Krupnik z ziemniakami

Kluski śląskie z sosem pieczarkowym, gotowana czerwona kapusta

 

Sobota

Krupnik z ziemniakami

Racuchy polane miodem

 

Niedziela

Krem z brokułów z grzankami

Roladki z indyka z pomidorami i fetą, ziemniaki, surówka z białej kapusty z jogurtem

 

Poniedziałek

Barszcz czerwony z ziemniakami

Pulpety w sosie koperkowym, ryż, marchewka glazurowana

 

Wtorek 

Barszcz czerwony z ziemniakami

Pierogi z ryskim nadzieniem

 

A jak to wygląda u Was?

Planujecie posiłki z wyprzedzeniem czy raczej improwizujecie z dnia na dzień?


Dzielę się z Wami moim światem – od ogrodu, przez oszczędzanie i gotowanie, po szycie i urządzanie domu. Jeśli chcecie symbolicznie mnie wesprzeć, możecie postawić mi wirtualną kawę.  To dla mnie piękny znak, że to, co robię, ma dla Was wartość.


piątek, 30 stycznia 2026

Luty w domu i ogrodzie – kalendarz współczesnej gospodyni

 


Zima jeszcze się nie poddała, lecz dzień już wyraźnie przybywa. Luty to miesiąc  porządków, zapobiegliwości i wyciszeniaNie jest to czas wielkich postanowień ani gwałtownych zmian. To miesiąc drobnych, codziennych czynności, wykonywanych z myślą o przyszłości: w ogrodzie, w domu, w kuchni i w sobie. Dla mnie rok zaczyna się z pierwszym dniem wiosny, wszelkie istotne postanowienia/zmiany zostawiam. Zimą jestem zbyt leniwa na wielkie wyzwania. 

 

W OGRODZIE - co w lutym przycięte i przemyślane, to w sezonie zdrowe i obfite. Luty w ogrodzie wymaga uważności i spokoju.

  • Wykonuj cięcia prześwietlające i odmładzające jabłoni, grusz, porzeczek, agrestu, malin i winorośli. Usuwaj pędy chore i krzyżujące się, narzędzia dezynfekuj, a rany zabezpieczaj maścią ogrodniczą.
  • Bielenie pni drzew owocowych.
  • Przy temperaturze powyżej +6–8°C wykonaj oprysk brzoskwiń i nektaryn przeciw kędzierzawości liści.
  • W domu wysiewaj na rozsady kapusty, kalafior, brokuł, kalarepę, seler, sałaty, pora i cebulę.
  • W drugiej połowie miesiąca, jeśli pogoda pozwoli, siej szpinak do gruntu.
  • Zaplanuj grządki, usuń resztki roślin i zasil ziemię kompostem.
  • Usuń zeszłoroczne liście i suche pędy bylin oraz traw.
  • Przytnij krzewy kwitnące latem: hortensje, tawuły, jaśminowce i budleje.
  • Strząsaj śnieg z iglaków, usuwaj połamane gałęzie.
  • Na parapecie wysiewaj pelargonie, petunie, lobelie, szałwię, żeniszek, lewkonię i kobeę.

 

W DOMU - co skontrolowane i naprawione, nie wróci wiosną jako kłopot. Luty sprzyja porządkom, które zwykle odkładamy „na później”.

  • To dobry moment na przegląd wiosennych okryć: drobne naprawy, pranie, szycie i przeróbki.
  • Warto zajrzeć do spiżarni – sprawdzić kasze, strączki i przetwory, przejrzeć zapasy ziemniaków i jabłek. To, co zaczyna się psuć, usuń od razu.
  • W mroźne dni dobrze wietrzyć pościel, koce i narzuty, a grube swetry czy futra odświeżyć na mrozie.

 

DLA ZDROWIA - lepiej wzmacniać, niż potem leczyć – organizm zimą ma „pod górkę”

  • Zadbaj o sen, regularne posiłki i umiarkowany ruch.
  • Zwróć uwagę na odpowiednią ilość witaminy C i nawodnienie – zimą łatwo o przesuszenie organizmu.
  • Chroń skórę: twarz i usta smaruj kremem ochronnym, dłonie noś w rękawiczkach i regularnie nawilżaj, podobnie stopy.

 

DLA UMYSŁU I NASTROJU - gdy dzień krótki, a słońca mało, cisza i spokój są najlepszym lekarstwem.

  • Warto wprowadzać dni (lub choć wieczory) bez ekranów: z książką, robótką ręczną, ciepłą herbatą i miękkim światłem.
  • Ubieraj się warstwowo i nie rezygnuj ze spacerów – nawet krótkich.
  • Luty to końcówka zimy, czas naturalnego zmęczenia i obniżonego nastroju. Wolniej znaczy lepiej.

 

W KUCHNI - niech będzie ciepło, syto i prosto – bo luty nie lubi pośpiechu ani wyrzeczeń.

  • Gotuj dania rozgrzewające i pożywne: zupy, kasze, racuchy z cynamonem.
  • Nie unikaj czosnku i przypraw.
  • To nie jest dobry moment na restrykcyjne diety – lepiej wybierać ciepłe, sycące posiłki niż słodycze i skrajności.

 


Lektury na luty - zima sprzyja czytaniu bez pośpiechu.

Klasyka – kobiece i domowe (przełom XIX/XX wieku)

  • Dewajtis – Maria Rodziewiczówna, spokojna opowieść o domu, ziemi i odpowiedzialności.
  • Pani Bovary – Gustave Flaubert, intymny portret kobiety rozdartej między marzeniami a realnością codziennego życia.
  • Małe kobietki – Louisa May Alcott, ciepła opowieść o domu, pracy rąk i więziach rodzinnych.

 Jeśli ktoś woli współczesność…

  • Dom nad rozlewiskiem – Małgorzata Kalicińska, o powrocie do prostszego życia, domu, ogrodu i codziennych rytuałów.
  • Dziewczyna z zapałkami – Anna Janko, subtelna, spokojna opowieść o relacjach i kobiecej wrażliwości.
  • Prowincja pełna snów – Katarzyna Enerlich, codzienność blisko natury, zapisana w drobnych sprawach.

Na koniec jedna książka-reportaż o slow living – „Pochwała powolności” – Carl Honoré, reportaż/esej o zwalnianiu tempa w życiu, pracy i domu. 


„Nie wszystko musi się zacząć od nowa — czasem wystarczy zadbać o to, co już jest.”


Dzielę się z Wami moim światem – od ogrodu, przez oszczędzanie i gotowanie, po szycie i urządzanie domu. Jeśli chcecie symbolicznie mnie wesprzeć, możecie postawić mi wirtualną kawę.  To dla mnie piękny znak, że to, co robię, ma dla Was wartość.


poniedziałek, 26 stycznia 2026

Kakaowe ciast bezglutenowe z polewą (bez gotowej czekolady)

 


Dawno nie wstawiałam przepisów. Dlaczego? Bo mój blog od początku nie miał być blogiem głównie kulinarnym — i nigdy nie startowałam do tej formy. Przepisy są u mnie dodatkiem. Chcę dzięki nim pokazywać co jemy na co dzień i od święta, bez udawania kulinarnego ideału.

W grudniu pojawiło się kilka przepisów, ale tylko dlatego, że o to prosiliście. Tym razem chcę zaproponować Wam ciasto kakaowe z polewą czekoladową — taką, do której wykonania nie używam gotowej czekolady.

Dlaczego nie używam czekolady? Ano dlatego, że w większości z nich jest lecytyna sojowa, a z soją… delikatnie mówiąc, nie jest mi po drodze.

Nie robiłam tego ciasta w wersji z mąką pszenną, więc nie wiem, jak dokładnie by wyszło. Ale myślę, że zamieniając mąkę ryżową na pszenną nie powinno być problemu — zazwyczaj to właśnie ryżowa bywa większym wyzwaniem w ciastach niż pszenna, a nie odwrotnie.

 


Zdjęcie trochą słabe, ale robione szybko bo mogłabym nie zdążyć :) 

Składniki - (keksówka 25 cm lub tortownica 22 cm)

  • 4 jajka 
  • 120 g cukru pudru (można zmniejszyć do 100 g)120 ml oleju rzepakowego
  • 120 ml mleka roślinnego (ryżowe lub owsiane bezglutenowe)
  • 35 g kakao naturalnego
  • 160 g mąki ryżowej
  • 40 g skrobi ziemniaczanej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia bezglutenowego
  • szczypta soli
  • wanilia (opcjonalnie)

Kakao zalej gorącym mlekiem roślinnym, dokładnie wymieszaj i odstaw do lekkiego przestudzenia. Jajka ubij z cukrem na jasną, puszystą masę. Cienkim strumieniem dodaj olej, cały czas miksując. Wlej przestudzone kakao i krótko wymieszaj. Dodaj mąkę ryżową, skrobię, proszek do pieczenia, sól i wanilię. Delikatnie wymieszaj tylko do połączenia składników. Przelej masę do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Piecz w temperaturze 170°C (góra–dół) przez 45–50 minut, do suchego patyczka. Po upieczeniu studź ciasto w formie.

 Składniki – polewa czekoladowa

  •  2 łyżki kakao naturalnego
  • 2–3 łyżki cukru pudru
  • 3 łyżki mleka (krowie lub roślinne)
  • 40 g masła

W małym garnku umieść wszystkie składniki. Podgrzewaj na bardzo małym ogniu, cały czas mieszając, aż powstanie gładka masa. Nie doprowadzaj do wrzenia.

Zdejmij z ognia i lekko przestudź. Polej letnie ciasto i pozostaw do zastygnięcia.

Uwaga: jeśli polewa zbyt szybko gęstnieje, dodaj łyżkę ciepłego mleka lub wody i delikatnie wymieszaj.

To ciasto robimy u nas bez okazji — do kawy, do herbaty, czasem po prostu dlatego, że jest ochota na coś słodkiego. Jeśli je upieczecie, dajcie znać, jak wyszło i w jakiej wersji.

Dzielę się z Wami moim światem – od ogrodu, przez oszczędzanie i gotowanie, po szycie i urządzanie domu. Jeśli chcecie symbolicznie mnie wesprzeć, możecie postawić mi wirtualną kawę.  To dla mnie piękny znak, że to, co robię, ma dla Was wartość.


wtorek, 20 stycznia 2026

Blacha oberwała, kultura została.....

 

Czasem warto po prostu zwolnić.


Trochę ponad miesiąc temu spotkało mnie przykre zdarzenie.

Jechałam odebrać syna z warsztatu samochodowego (odstawił tam swój samochód). Narzuciłam kurtkę na domowe ubranie, wskoczyłam do auta i ruszyłam w drogę.

Niemal w samym centrum miasta, z drogi podporządkowanej — bez pierwszeństwa — nagle wyjechała mi centralnie w przód pewna kobieta.

Moje auto wyszło z tego stosunkowo „lekko”: tablica do wymiany, pęknięte kratki od grilla (góra–dół, nie znam się), otarty zderzak — i właściwie tyle.

Drugi samochód niestety ucierpiał znacznie bardziej: pęknięte nadkole, reflektor, drzwi kierowcy kleszczyły się i przy otwieraniu tarły, więc raczej nie nadawały się do normalnego użytkowania.

Z przyczyn formalnych musiałyśmy wezwać policję. Czekałyśmy w dość mało sprzyjających warunkach… trzy godziny.

Po przyjeździe policji:

– wystawiono mandat kierującej drugim samochodem,

– zabrano dowód rejestracyjny,

– mnie natomiast próbowano zabronić samodzielnego powrotu do domu z powodu braku kratki do  tablicy rejestracyjnej, a co za tym idzie, baku możliwości jej przytwierdzenia.

Stwierdziłam spokojnie, że mogę zaraz obok w sklepie kupić klej i ją przykleić albo wstawić tablicę za przednią szybę. Po krótkich negocjacjach zostałam „puszczona”.

 

Dziś natomiast otrzymałam decyzję od ubezpieczyciela.

I tu pojawia się moje zaskoczenie: nie byłam sprawcą zdarzenia, zgłosiłam naprawę bezgotówkową, nie zależało mi na żadnej wypłacie pieniędzy — chciałam po prostu, żeby samochód został naprawiony.

Tymczasem zaproponowana kwota była o 1000 zł niższa od wartości naprawy, którą sami wcześniej określili w piśmie.

Nie ukrywam, że tego akurat nie potrafię logicznie zrozumieć.

Ale cóż — może się nie znam.

W końcu jestem tylko kobietą…


Najważniejsze jednak w tym wszystkim jest coś innego:

nikomu nic się nie stało, nikt na nikogo nie krzyczał, a po wszystkim życzyłyśmy sobie spokojnych świąt i wszystkiego dobrego.

Można? Można. Bo nawet w trudnych chwilach warto zachować rozsądek, empatię i spokój. Nerwy i krzyki nie naprawią szkody ani nie cofną tego, co już się wydarzyło.


sobota, 17 stycznia 2026

Powrót do prostych zajęć - może nie chodzi o to, żeby robić więcej

 


Świat pędzi. A właściwie — gna. Często nie nadążam za tym pędem. Nie wiem, co jest teraz na topie, co modne, co się nosi, co się pije, co wypada. I wcale mi to nie przeszkadza. Mam swój świat. Swoje sprawy, pasje, zajęcia. I naprawdę dobrze mi w tym moim kawałku rzeczywistości. Wiodę proste życie. Co jakiś czas podróżuję i zwiedzam uwielbiam to. Lubię gotować i piec. Lubię robótki ręczne — druty, wycinanki, decoupage. Lubię czytać, szyć, pracować w ogrodzie. Lubię zajmować się domem, tak naprawdę to lubię. Lubię rysować, malować, śpiewać, tańczyć. Czasem piszę wiersze.

Nie potrzebuję drogich siłowni. Nie potrzebuję wieczorów spędzonych przed telewizorem (nie mam żadnych kanałów telewizyjnych). Nie potrzebuję spędzać czasu w modnych miejscach — pubach, restauracjach, klubach. Nie potrzebuję ciągłego bycia „na bieżąco”. Potrzebuję czasu dla siebie.

A Wy? Co lubicie robić? Macie swoje pasje, hobby, swój własny świat? Lubicie swoje życie? A może wciąż czegoś szukacie — czegoś, co wypełni czas nie tylko pracą, dziećmi i obowiązkami?

Chcę Wam pokazać, że można żyć ciekawie i twórczo, nie wydając milionów, nie wychodząc często z domu, nie uciekając w ekran tv, komputera czy telefonu.

Chodźcie za mną. Pokażę Wam, jak można dobrze się bawić, mając niewiele. Jak tworzyć, odpoczywać i być ze sobą — bez telewizora, komputera i telefonu. To ma być czas tylko dla Was. Bo są zajęcia, które nie wymagają dużych funduszy, a dają coś, czego dziś bardzo brakuje: spokój, rytm i poczucie sensu.




  1.  Robótki ręczne – druty, szydełko, wycinanki, decoupage. Koszt – niewielki (resztki włóczek/swetry z drugiej ręki sprute, stare koszulki bawełniane, proste narzędzia – szydełko, druty, pędzelek, serwetki, lakier bezbarwny, klej do drewna)
  2. Szycie i drobne przeróbki. Koszt zależy od Was można zacząć od tego co nie mamy już chęci nosić, od ubrań z drugiej ręki, pościeli, zasłon i narzut które już mają za sobą swoją świetność. Igła, nić, może być prosta maszyna lub szyjemy ręcznie.
  3. Rysowanie - kartka i ołówek w zupełności wystarczą. W bibliotekach są książki jak rysować, w Internecie poradniki.
  4. Czytanie - biblioteka, książki z drugiej ręki (są książkodzielnie, sama tam odstawiam książki), antykwariaty, wymiana ze znajomymi
  5. Pisanie – dziennik, notatki, wiersze 3–8 zł (zwykły zeszyt i długopis)
  6. Gotowanie i pieczenie po domowemu (z tego, co i tak kupujemy)
  7. Joga w domu (koc zamiast maty, darmowe nagrania lub własna praktyka)
  8. Medytacja i ćwiczenia oddechowe - cisza, kilka minut dziennie, bez aplikacji
  9. Proste treningi w domu - rozciąganie, ćwiczenia z ciężarem własnego ciała
  10. Spacery - najbardziej niedoceniane, a jedno z najlepszych hobby
  11. Uprawa ziół na parapecie - koszt niewielki zamiast doniczek mogą być pojemniki po lodach, słoiki. Koszt nasion nie jest duży. 
  12. Origami - papier + darmowe tutoriale

Nie kosztują fortuny. Nie wymagają sprzętu. Nie wymagają bycia „na topie”. Dają spokój, rytm i poczucie, że ten czas jest naprawdę Twój. Może nie chodzi o to, żeby robić więcej. Może chodzi o to, żeby robić prościej. Bez ekranów, bez pędu, bez bycia na bieżąco. Bo właśnie takie „babcine” zajęcia przynoszą odpoczynek, ciszę i powrót do siebie. Proste życie wcale nie musi być nudne, płaskie ani niejakie — jest po prostu spokojniejsze i wolniejsze, bez presji. I myślę, że choć odrobiny takiego spokoju potrzebuje każdy, bez względu na płeć, wiek czy przekonania.

Dzielę się z Wami moim światem – od ogrodu, przez oszczędzanie i gotowanie, po szycie i urządzanie domu. Jeśli chcecie symbolicznie mnie wesprzeć, możecie postawić mi wirtualną kawę.  To dla mnie piękny znak, że to, co robię, ma dla Was wartość.



wtorek, 13 stycznia 2026

Gdańsk, który porusza — Muzeum II Wojny Światowej i ECS

 


Na początku stycznia wybraliśmy się rodzinnie do Gdańska. Bywaliśmy tam już wiele razy, a jednak wciąż „nie było nam po drodze” do dwóch bardzo ważnych miejsc: Muzeum II Wojny Światowej oraz Europejskie Centrum Solidarności. Tym razem właśnie one stały się naszym priorytetem.

Udało nam się odwiedzić oba muzea, ale od razu powiem jedno — nie polecam planować ich w jeden dzień. To po prostu zbyt dużo, zarówno czasowo, jak i emocjonalnie. Po takim zwiedzaniu dobrze jest dać sobie chwilę ciszy i oddechu. My rozłożyliśmy to na dwa dni, robiąc po drodze przerwę na spokojny spacer po starówce, i to rozwiązanie bardzo się u nas sprawdziło.

Muzeum II Wojny Światowej



Sama wystawa robi ogromne wrażenie i jest bardzo ważna, natomiast organizacyjnie — niestety — pozostawia spory niesmak.

Mieliśmy bilety kupione wcześniej online, z wyznaczonymi widełkami godzinowymi, które w praktyce okazały się jedynie umowne. W kolejce staliśmy około 45 minut, z czego część na zewnątrz, razem z osobami bez biletów.

Po wejściu na wystawę było jeszcze trudniej — duży tłok, ciągłe przepychanie się, brak możliwości spokojnego czytania opisów czy obejrzenia eksponatów. W moim odczuciu muzeum sprzedało po prostu zbyt wiele biletów na jeden czas, a w takim miejscu odbiera to sens zwiedzania i skupienia.

 

Europejskie Centrum Solidarności




ECS zwiedzaliśmy z przewodnikiem, który oprowadzał nas po całym kompleksie. W środku było sporo osób, ale dokładnie tyle, ile powinno być — nikt się nie przeciskał, każdy miał dostęp do wystawy. My, jako grupa około 25 osób, oraz osoby zwiedzające indywidualnie funkcjonowaliśmy obok siebie bez poczucia chaosu.

Dla mnie ECS było szczególnie poruszające i bardzo namacalne. Jestem dzieckiem stanu wojennego. Przy mojej szkole dochodziło do tak poważnych zamieszek, że ogłoszono nam wolny dzień od zajęć.

Mój brat nosił bibułę — rodzice długo o tym nie wiedzieli, a gdy tata się dowiedział, mało nie dostał zawału, zwłaszcza że dzień wcześniej był nalot do sąsiadki.

Mieszkałam w Łodzi, gdzie w 1981 roku odbył się Marsz Głodowy Kobiet — największy protest społeczny w PRL, skierowany przeciwko reglamentacji żywności i pustym półkom w sklepach. Wzięły w nim udział tysiące kobiet, często z dziećmi.

Moi rodzice pracowali w szpitalu MSW i bywało, że nie wracali na noc do domu. To gdzieś zostaje w człowieku na zawsze, ten niepokój który odczuwali rodzice, napięcie w życiu codziennym, to już będzie ze mną na zawsze.

Jeśli jeszcze nie odwiedziliście tych miejsc, naprawdę polecam. Najlepiej wybrać się tam poza weekendem, w tygodniu i poza feriami — dając sobie czas i przestrzeń na przeżycie tego, co te miejsca w sobie niosą.

To nie jest zwiedzanie, które zamyka się wraz z wyjściem z muzeum — to doświadczenie, które zostaje w pamięci i wraca wtedy, gdy najmniej się tego spodziewamy.

Dzielę się z Wami moim światem – od ogrodu, przez oszczędzanie i gotowanie, po szycie i urządzanie domu. Jeśli chcecie symbolicznie mnie wesprzeć, możecie postawić mi wirtualną kawę.  To dla mnie piękny znak, że to, co robię, ma dla Was wartość.