piątek, 18 września 2015

Żywienie dziś i wczoraj



Ostatnio z młodszym synem dużo rozmawiamy na temat zmian w diecie, jakie zaszły na przestrzeni ostatnich lat. Jakie przez to pojawiły się powszechne choroby. Jak wiele na przestrzeni dziesiątków lat było wpadek medyczno – dietetycznych.  Oskarżono jajka i masło o zły wpływ na zdrowie, kazano pić chude mleko, wszystko, co tłuste powodowało wzrost cholesterolu, hołdowano diecie wysoko węglowodanowej itd. Efekt, jaki przyniosły te dziwne wieści, widać dziś. Wzrost zachorowań na cukrzycę, osteoporozę, nowotwory, nerwice, depresje itp. Wielu dietetyków alarmuje, by zweryfikować nawyki żywieniowe, bo lecimy jak ćmy ku zatraceniu. Niestety przemysł spożywczy, brak czasu, szybkie tempo życia powodują, że nie słuchamy ich alarmów tylko chwytamy za rogalik z reklamy w chwili głodu, popychamy go słodkim napojem i już czujemy przypływ energii i chęć do działania, ale za chwilę znowu jest źle, więc szukamy batonika, ciastka, chipsów i pędzimy dalej.  Podróżując po Europie zauważyłam jak różne są nawyki żywieniowe, np. w Anglii w czasie postoju wszyscy biegną po gotowe danie, w Holandii, Niemczech większość ma swój prowiant, ba Niemcy nawet z obrusem i zastawą rozkładali się na przydrożnym parkingu. Gdy w Szkocji na parkingu zaczęliśmy robić kanapki to oglądano nas jak dziwadła, zaś w Niemczech, gdy jedliśmy na kuchennej ściereczce postrzegano nas jak prymitywów.  Czyli co kraj to obyczaj. Jak zaczniecie analizować swoją dietę to wiele osób dostrzeże w niej sporo pieczywa, ciastek, batonów ogólnie sporo węglowodanów. Jak często sięgacie po kasze, pewnie nie za często, a przecież nie są drogie, kupiłam wczoraj kg kaszy jęczmiennej grubej za 1,8 zł, uwielbiamy do sosów. Jemy kasze kukurydzianą z mlekiem, kasze jaglaną na słodko i z sosem, dokładamy do ciast, kotletów. Kasze gryczaną również zjadamy w zapiekankach, ciastach, jako dodatek do obiadów, kotletów. Pęczak czasem do sosu, kasza owsiana na śniadanie z mlekiem. Naprawdę dużo jemy kasz i zrezygnowaliśmy z białego ryżu. Obecnie, gdy popatrzymy na jadłospisy z przed 20-30 lat wydają nam się bardzo kaloryczne, dużo w nich dań na ciepło, ale nie było wtedy epidemii otyłości. Powiecie, że całe życie w kuchni się spędzało, ale nie było udoskonaleń kuchennych, produkty spożywcze często były trudne do zdobycia. Obecnie mamy roboty kuchenne, wszystko jest dostępne w sklepach i na targach, a mimo to odżywiamy się źle, mówimy, że nie ma czasu na gotowanie, że nie spędzimy życia w kuchni, że, że, że….. Zatem kiedy żyć, dokąd pędzimy, za czym gonimy, gdzie gubimy czas? Przecież nasze matki, babki same często musiały sobie radzić z wyżywieniem rodziny (faceci   rzadko pomagali w tej dziedzinie), rodziny często były wielodzietne, większość kobiet pracowała zawodowo, a jednak dawały radę. Co jest nie tak z czasami obecnymi, co się zmieniło?


Moje dzisiejsze śniadanie - kromka ziarnistego, bezpszennego chleba z masłem, 2 jajka usmażone na maśle, trzy plastry pomidora, herbata ziołowa. 


Oto jadłospis jesienny jadłospis na 3 dni z 1984 roku.

Dzień 1
I śniadanie: kawa mleczna, masło, ser żółty, ogórek kwaszony
II śniadanie: chleb razowy z rybą wędzoną, herbata
Obiad: zupa z brukselki, potrawka z kury, surówka z marchewki, kompot z śliwek
Kolacja: kabaczek faszerowany, sos pomidorowy, zielona sałata, zsiadłe mleko

Dzień 2
I śniadanie: kawa mleczna, pieczywo, masło, twarożek z cebulą i zieloną pietruszką
II śniadanie: pasta z jajek ze szczypiorkiem, chleb razowy, herbata, owoc
Obiad: barszcz ukraiński z kiełbasą, jabłka w cieście, koktajl z owoców
Kolacja: śledź ze śliwkami, ziemniaki w łupinach z masłem, sałatka z buraków, herbata, owoce

Dzień 3
I śniadanie: kasza krakowska na mleku, pieczywo, masło, dżem, ser, sałatka z pomidorów, herbata
II śniadanie: chleb razowy, wędlina, ogórek, owoce, herbata
Obiad: zupa kalafiorowa, gulasz wieprzowy, ziemniaki, surówka z warzyw mieszanych, nektar truskawkowy
Kolacja: zapiekanka z ryżu z kapusta i jajkami, papryka, herbata, owoce


Popatrzcie mamy 4 posiłki, z czego dwa na ciepło, czasem nawet trzy na ciepło. Jedliśmy całkiem sporo, ale również dużo się ruszaliśmy.  Nie spędzaliśmy wieczorów przed tv, bo niewiele było do oglądania, sporo chodziliśmy, samochód był luksusem, komunikacja miejska często nawalała, więc ruszało się pieszo przed siebie. Dzieci spędzały czas na podwórku, teraz na zajęciach dodatkowych, jeździły na rowerze, teraz wozimy je wszędzie samochodami. Mamy więcej wygód, a mniej zdrowia, czasu i entuzjazmu w sobie. Co nas czeka?? Jesteśmy, co raz bardziej schorowani, młodzi ludzie cierpią na nadciśnienie, biorą sporo leków. Niestety nie wychodzi nam na dobre to, że mamy więcej wygód, nie musimy się męczyć. Dzieci mają, co raz więcej wad postawy, mają, co raz mniejszą wydolność, na ulicach widać, co raz więcej dorosłych i dzieci otyłych, zmienia nam się skala porównawcza, dzieci z małą nadwaga postrzegamy za w normie. Zamykamy się w domach, uprawiamy sport nie dla zdrowia tylko na pokaz, więc okazjonalnie. Mamy tysiąc wymówek na to by nie ćwiczyć, by dziecko zostało w domu a nie poszło na podwórko. Ostatnio czytałam, że obecne pokolenie dwudziestolatków jest najbardziej zestresowanym od wieków. Podobno wpływ ma współczesna technologia, a nie tempo życia. Nie wiem, na ile te badania są sensowne, ale na pewno coś w tym jest.